Listy od Was do nas – 2006 rok

   Listy nadesłane po Sylwestrze "towarzyskim" (31 grudnia 2006 – 1 stycznia 2007):

   Sylwester "towarzyski" 2006
   Była to niezapomniana noc:)
   Bracia byli nie do Poznania i nie do Gniezna:)
   Impreza zaczęła się o 20:00 i wraz z pierwszymi taktami hitów lat 70, o. Sergiusz poszedł na żywioł i wkręcił w nas wir tańca:))
   Z czasem wszyscy się zaaklimatyzowali w obu ekskluzywnych salach
   Każdy znalazł coś dla siebie
   Uczestnicy zabawy podzielili się na dwie grupy: żywiołowych tancerzy niedzielnej nocy oraz kluchy leniwe przy szwedzkim stole 🙂
   Zawiązywaliśmy nowe znajomości niektóre pary nawet bliskie 😛
   Każdy się wyróżniał, stroje były oryginalne i jak najbardziej na czasie 😀
    Nasi supermani;) sprawili nam wielka niespodziankę w postaci układu tanecznego, który prowadził o. Kasjan ach ta brawura!
   Organizacja była bez zarzutu, jedynym potknięciem była sprawa puszczania muzyki, ale przymknęliśmy oko na to;)
   7 poty wyciskaliśmy na "zorbie" natomiast przy przeboju Anny Jantar "Tyle słońca" poznawaliśmy bliżej rytmiczność partnerów 🙂
   Przed północą udaliśmy się na wspólny gorący posiłek, który przygotował br. Auksencjusz
   Wszyscy jedli z apetytem aż się uszy trzęsły:)
   Kiedy wybiła północ wszyscy razem przywitaliśmy Nowy Rok przed Centrum, Podziwialiśmy spektakl wirujących i barwnych petard, które wzbijały się w niebo…
   Po złożeniu sobie noworocznych życzeń udaliśmy się na dalsza część zabawy do Centrum.
   Niestety nadszedł czas, aby zakończyć zabawę o 3:00 nad ranem 😀
   Podsumowując:
   Sylwester 2006/2007 był niezwykły oraz czarujący
   Będziemy miło wracać do tych wspomnień…:)
   Wiewióra
   (sent: 1 stycznia 2007)

   Listy nadesłane po Franciszkańskich Dniach Skupienia "Carceri" (17-19 listopada 2006):

   Postaram się co nie co sklecić ale nie ręczę że będę potrafił ubrać wszystko w odpowiednie słowa. 😉
   Dni skupienia… to zawsze wielkie przeżycie, wielkie nadzieje, wielkie pragnienia… i tym razem było podobnie. Tym bardziej że przerwa była dużo dłuższa, bo ostatni raz na DS-ach byłem w czerwcu – niezapomniane chwile… moje 18-te urodziny 🙂
   Tak więc jak zawsze umówiłem się z moją "syjamska kuzynką" na dworcu PKP o godzinie 16:48 na tsooga (pociąg – trochę z niemieckiego trochę z angielskiego i trochę naszego) Tradycją też jest, że wpadamy na peron na "ostatni gwizdek". No może tego dnia mieliśmy kilka minut do przodu 😉
   Wsiedliśmy do tego tsooga no i ruszył. Temat tabu stał się tematem przewodzącym – MATURA. Akurat byliśmy na świeżo po próbnych więc trochę pogadaliśmy. Oczywiście towarzyszyło temu dużo śmiechu – zawsze w czasie jazdy mamy "głupawkę". Dojechaliśmy. 15 min piechotką i jesteśmy w FCMP. Oczywiście w Centrum już było słychać śpiew młodych ludzi ale w głębi odczuwało się tą ciszę tak charakterystyczną dla tego miejsca.
   Punkt 18:00 rozpoczęcie. Kilka słów przywitania, a później prezentacja miejsca w którym chcieliśmy się na ten weekend zatrzymać – franciszkańska pustelnia Carceri. Wieczorem spektakl teatru Wojeteth pt.: "W siebie/Dokąd". Pewnego rodzaju wprowadzenie do tematu owych dni skupienia – kontemplacji. O spektaklu nie będę pisał bo tego nie da się napisać.
   Trwając w milczeniu i zadumie udaliśmy się na adorację Najświętszego Sakramentu… ale chwila… plan, i wszystko to co po kolei się działo, chyba nie ma dużego znaczenia… chyba nie o to w tym chodzi….
   No ale skoro już o adoracji mowa to kilka słów patrząc na to trochę pod innym kątem. Jezus pod postacią Chleba w monstrancji wyniesiony ponad nasze głowy… naprzeciw Jezusa – doskonałego nieskalanego – my … młody Kościół… jakże ludzki… błądzący.. ale właśnie chyba dlatego tam przyjechaliśmy .. błądzimy, szukamy drogi… więc przyjeżdżamy aby rozeznać, odnaleźć, nauczyć się szukać…
   Być może często motywem naszego przyjazdu jest spotkanie z "poczochranymi" ludźmi (i tymi w brązie i tymi nie do końca), może czasem aby po prostu wyrwać się od monotonii życia… ale myślę że już po przyjeździe, po wejściu w ten klimat każdy zaczyna rozumieć PO CO TU PRZYJECHAŁ. Bo Jezus pragnął spotkania z Tobą…
   Ja jednak… owszem, chciałem spotkać Jezusa, poukładać swoje sprawy, odnowić relacje, ale chęć spotkania z tymi "poczochrańcami" wyszła ma pierwszy plan. Ta radość wśród bliskich ludzi, której tak bardzo brakowało mi na co dzień.
   Co jednak się okazało… czas na modlitwę trochę mi się dłużył, adoracja trochę mnie usypiała bo nie na to czekałem… trudno było się uśmiechać.
   Wtedy pomyślałem po co właściwie tu przyjechałem… "Kogo / Czego szukacie?". Szukałem chyba trochę nie najlepiej;-)
   Nie wiem czy kiedyś ktoś z was czytał takie zdanie: "Gdy chcesz spotkać bliską tobie osobę, pragnij spotkania z Bogiem – wtedy On przyjdzie pod jej postacią". Coś w tym jest. Może trochę zmuszając z początku samego siebie starałem bardziej skupić się na spotkaniu z Bogiem. Wtedy Jezus zaczął działać. Po Mszy świętej w sobotę sam odkryłem w sobie radość i uśmiech na twarzy. Wprawdzie nie na długo mi to zostało ale to dało mi nadzieje. "wtedy On przyjdzie pod jej postacią". Tak też się stało.
   Rano przebudziłem się już z całkiem innym nastawieniem. W niedzielę będąc już całkowicie ufny Panu, starałem się całkowicie skupić na tym co aktualnie się działo. Przede wszystkim Msza Święta, która niedawno była największym z argumentów, co do przyjazdu do Chorzowa, wycisnęła we mnie niezatarte znamię. Później kaplica no i było już całkiem całkiem. Owszem kilaka spraw jeszcze mnie nurtowało, ale z tym dała już sobie radę Syjam-kuzynka w drodze powrotnej do Gliwic. Ach jakaż ona to do mnie jest podoba 😀 Te same problemy, podobne marzenia, pytana, opinie. Chwała Panu za taką kobietę u boku 🙂 Oczywiście ona nie jedyna. Właściwie to dziewczyny są często w moim życiu podporą. Po prostu są dla mnie ważne – ale o tym dużo by było pisana, a one przecież same wiedzą – ta ich intuicja 😛
   Wracając do tematu. Te DS mimo że już "kolejne" były dla mnie całkiem inne. Owszem sporo nowych ludzi. Jednak nie w tym rzecz. Dziękuję Panu, że uświadomił mi że to On jest tam najważniejszy, że dla Niego tam przyjeżdżamy, a ludzie których tam spotykamy są po prostu "narzędziami Jego Woli" i za to wielkie dzięki tym ludkom. Niech Pan wam błogosławi.
   Mam nadzieje, że was nie znudziłem. Właściwie to pisze to tylko dlatego ze musze to co we mnie siedzi wylać na papier. A jeżeli kogoś to zachęci do przyjazdu do FCMP to tym lepiej.
   Weteran z Rachowic
   (z hebr.) "Bóg wysłuchał"
   (sent: 22 listopada 2006)

   Listy nadesłane po Franciszkańskich Dniach Skupienia "Porcjunkula" (13-15 października 2006):

   Jezus podał mi swoja dłoń…
   Jadąc na październikowe Dni Skupienia nie sądziłam, że może być tak fajnie… tak inaczej. Wysiadając z auta i idąc w stronę Centrum myślałam: co ja tutaj robię?! Lecz z drugiej strony pomyślałam, że fajnie będzie wrócić do dawnych czasów, kiedy to związana byłam z FRA czy ze scholką. Kiedy byłam szczęśliwa, tak po prostu idąc na spotkania.
   Dziś już wiem, że moje obawy były niepotrzebne 🙂 To było fantastyczne doświadczenie, gdzie poznałam nowych, otwartych na innych ludzi – chociaż nie wszyscy byli w stanie zaakceptować nowych:/ …Wspólne modlitwy, praca w grupach, przygotowywanie posiłków jak i sprzątanie po posiłkach – jak mało potrzeba, aby ludzie nauczyli się razem żyć, funkcjonować, uśmiechać się do siebie, po prostu być ze sobą…
   Bycie tam uświadomiło mi, że są lepsze, bardziej wartościowe rzeczy niż komórka czy Internet. Śpiew, przy którym dwa razy się modli czy czas spędzony z ludźmi, których którymi tak dobrze człowiek się czuje. Wystarczył uśmiech drugiego człowieka, piętnastominutowe śpiewanie, a już od razu czułam się lepiej.
   Znowu przybliżono mi postać niezwykłego człowieka, jakim był św. Franciszek.
   "Transitus" niesamowite przedstawienie, po którym człowiek ma się ochotę zmienić, a z domieszką filmu "Brat Słońce, Siostra Księżyc" zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem. Co powinien zmienić, co odrzucić, a co przyjąć za swój ideał…
   Naprawdę zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem po DS. Odnalazłam w sobie cząstkę dawnej siebie…
   Dziękuje Braciom za to, że byli dla nas…
   A przede wszystkim chcę podziękować Dawidkowi, który zabrał mnie na DS., bez którego bym się tam nie znalazła i nie przeżyłabym tak odmieniającego moją duszę weekendu ze Słowem Bożym… Dziękuję mu za to, że jest moim przyjacielem, za to, że nazywa mnie "Łajzą", za to, że umie mnie pocieszyć, postawić do pionu, za to, że po prostu jest… :*
   Do zobaczenia na kolejnych Dniach Skupienia, już nie mogę się doczekać…
   Dobrze widzi się tylko sercem.
   (sent: 20 października 2006)

   Pokój i Dobro.
   W naszym jakże zabieganym życiu, i troskach dnia jutrzejszego, potrzeba nie tylko schować się w cień, ale trzeba nam szukać pokrewnych dusz, takich jak my i wybrać się razem na wspólne radosne Dni Skupienia.
   Są to dni, na których ja osobiście byłem pierwszy raz, nie trzeba mówić tu o niesamowitym przeżyciu, jakie tam się doświadcza, ale o tym jak niesamowicie zmieniamy się duchowo po takich dniach. Jaką role odgrywa Pismo Święte w naszym życiu? Taki właśnie temat pojawił się na dniach skupienia.
   Dziękuje bardzo wszystkim, którzy przybyli na DS. Dziękuje braciom, ojcom i wszystkim, którzy dali coś z siebie.
   Chwała Bogu.
   Piotr Borek
   (sent: 16 października 2006)

   Listy nadesłane po WAKACJACH Z CHRYSTUSEM 2006:

   Wieluń, 18-25 sierpnia 2006

   To były moje drugie rekolekcje w milczeniu i przyznam, że po zeszłorocznych, czekałem na nie z niecierpliwością. Wieluń jest przeuroczym miasteczkiem, jednak będąc w franciszkańskim XVII wiecznym klasztorze ostatnią rzeczą o jakiej się myśli jest wyjście z niego na zewnątrz. Mury klasztorne, wyznaczają enklawę spokoju i ciszy. Każdy z nas uczestników, niezależnie od temperamentu, wyciszył się tu i uspokoił. Nie sposób opisać panującej tam atmosfery. W codzienny zwykły dzień rekolekcji odbywały się dwie konferencje, prace w grupach, modlitwy wspólnotowe, dwie godzinki milczenia, Msza Święta oraz rekreacja. Mieliśmy również czas dla siebie jak i na indywidualne rozmowy z naszymi duchowymi przewodnikami.
   Bóg zapłać wszystkim uczestnikom tych rekolekcji za wasze żywe świadectwo wiary, za uśmiech każdego dnia, za każde błogosławieństwo, za waszą serdeczność i życzliwość… Bóg zapłać również organizatorom: ojcu Sergiuszowi i braciom Remigiuszowi i Idziemu za stworzenie nam tak dogodnych warunków do modlitwy, milczenia oraz poszukiwania Bożej mądrości.
   Michał – Chorzów
   (sent: 29 sierpnia 2006)

   Listy nadesłane po Franciszkańskich Dniach Skupienia "Alwernia" (7-9 kwietnia 2006):

   Chciałbym podzielić się wrażeniam po pierwszych dniach skupienia, które spędziłem w Chorzowie.
   Bardzo dobrze się stało, że zawitałem na "Alwernię". Panująca tam atmosfera radości i życzliwości udzieliła mnie się już od pierwszych chwil w Centrum. Nie ukrywam, troszeczkę się obawiałem jak to będzie, moje przeczucia opierały się bowiem jedynie na podanym planie dni oraz zdjęciach z poprzednich spotkań. Temat krzyża jest bardzo ważnym tematem, myśle że dzięki konferencjom braci Auksencjusza i Nazariusza oraz Pani Agnieszki rozumiem go szerzej, a przez co pełniej. Teraz pora na pracę własną i będzie dobrze. Tak jak przyjechałem do Centrum z lekką obawą, tak z Chorzowa wyjeżdżałem z małym lękiem, czy się uda? Czy się uda zatrzymać w sobie ten spokój, tę prostą receptę na życie jaką jest modlitwa, radość i życzliwość okazywana innym. Dzięki wypowiedzi o. Kasjana w ostatni dzień skupienia wiem, że zależy to ode mnie, jedynie dobry człowiek zrozumie słowo, które prócz brzmienia oznacza również czyn, czyn który musi być realizowany w moim życiu.
   Dziękuję i pozdrawiam wszystkich braci i ojców, których było mi dane poznać. Teraz mogę potwierdzić stereotyp radosnego franciszkanina odwołując się do własnych doświadczeń.
   Pozdrawiam
   Paweł z Katowic
   (sent: 12 kwietnia 2006)

   Listy nadesłane po rekolekcjach dla maturzystów (6-11 lutego 2006):

   Modlitwa, konferencje, posiłki i czas wolny czyli rozmowy, duuużo rozmów, wszystkie konkretne i wszystkie życiowe. Uporządkowany dzień to coś, co normalnie trudno mi osiągnąć, a w czasie rekolekcji doświadczyłem tego cuda w pełni. Polecam takie rekolekcje wszystkim, którzy pragną się wyciszyć, ale także i tym, którzy może nie wiedzą, że tego chcą, warto spróbować;) Wszystkim, którzy chcą się zastanowić nad własnym życiem albo może chcieliby, ale nie wiedzą na co zwrócić uwagę i od czego zacząć. W szczególności zaś polecam je wszystkim, którzy uważają że tego nie potrzebują; oj zdziwicie się.
   Paweł
   (sent: 15 lutego 2006)

   Ten tydzień był jednym z najpiękniejszych w moim życiu…mogłam zajrzeć we własne wnętrze, zastanowić się nad swoim życiem, wyciszyć i porozmyślać… dopiero co się skończyły rekolekcje, a ja juz mogę powiedzieć że się zmieniłam…zmieniłam się wewnętrznie…zrozumiałam, co mam i co mogłabym stracić….uświadomiłam sobie że BÓG mi pomoże zawsze…a jeśli sam nie może mi czegoś przekazać, to postawi na mojej drodze innych, którzy mi pomogą i uświadomią pewne kwestie…
   Sandra
   (sent: 12 lutego 2006)

   Listy nadesłane po Dniach rozeznania powołania dla młodzieży męskiej (2-4 lutego 2006):

   Dwa dni pobytu z wami to czas spędzony na refleksjach nad własnym życiem. Wasza praca, liczne konferencje i wspólna modlitwa pozwoliły mi w sposób szczególny przeżyć ten czas. Dziś już ponad dwadzieścia cztery godziny od naszego ostatniego spotkania człowiek wie, że chciałby znów tam powrócić. Dziękuję całej ekipie za wspaniałą atmosferę… Do zobaczenia!!!
   Mateusz
   (sent: 5 lutego 2006)

   Pokój i dobro! Te 2 dni to były dni naprawde rozeznania powołania, wiemy że w 2 dni się wiele nie da ale wypiłem szpkalne wody z morza w które chcę wskoczyć. Dziękuje za ten piękny pobyt że mogłem być modlić się, za miłą atmosfere, miłośc współbraci, i za przybliżenie mi Pana Boga. PAX!!!
Z pozdrowieniami
   Piotr
   (sent: 5 lutego 2006)

   "Nie lękaj się, bo cię wykupiłem wezwałem Cię po imieniu, tyś moim" (Iz 43,1).
   Dni rozeznania powołania był dla mnie takim zatrzymaniem się w życiu i zastanowieniem się, do czego jestem powołany, co Pan chce, abym czynił. Poprzez modlitwę, wspólna Eucharystię miałem (mam) okazje odkryć ten wielki plan, który przygotował dla mnie Wszechmocny. Wspaniała atmosfera i ludzie spowodowali, że z wielkim bólem serca było odjeżdżać. Dziękuję serdecznie wszystkim, których tam poznałem i z którymi miałem możliwość przeżywać ten piękny czas rekolekcji. Pokój i Dobro.
   Patryk
   (sent: 4 lutego 2006)

Zostaw komentarz