Listy od Was do nas – 2007 rok

   Listy nadesłane po Franciszkańskich Dniach Skupienia "Greccio" (7-9 grudnia 2007):

   Te grudniowe deesy były szczególne, ponieważ są w Adwencie w radosnym czasie oczekiwania narodzenia Jezusa w naszych sercach. Zrozumiałem parę rzeczy i nauczyłem się, iż można w łatwy sposób poznać innego człowieka i otworzyć się na niego, nawet tego, którego widzi się po raz pierwszy. Na warsztatach mogłem w wyobraźni zobaczyć najbardziej mi ukochane osoby. Te emocje… że Jezus stoi koło mnie, Maryja przytulała mnie do swojego serca i było mi naprawdę bardzo dobrze. W dodatku ten klimat z muzyką achhhh. Zastanawiałem się, co mam powiedzieć przez tę chwilkę, ale słów mi brakowało. Później mogłem porozmawiać z inną osobą o moich przeżyciach i o tym, jak to odczułem. Coś pięknego! A ta Msza św. o północy po prostu rewelacja. Cały dzień wypełniony modlitwą, ale był też czas na małe, co nie co;) No cóż jestem oczarowany, iż można przygotować na tak krótki czas tak wspaniałe rzeczy, a przede wszystkim jest możliwość przeżycia tych dni z Bogiem. No to tak kilka słów. Pozdrowienia dla Trzech Towarzyszy.
   Kamil D.
   (sent: 16 grudnia 2007)

   Piszę bo chciałam bardzo podziękować, ponieważ Ojca słowa wygłaszane, czy to na konferencji, czy też na kazaniu znalazły miejsce w mojej duszy i bardzo mi pomogły. Najbardziej podobały mi się warsztaty, na których w myślach spotkałam się z Jezusem. Złapał mnie za rękę i poczułam Jego ciepło i miłość. Przeżyłam na nich coś wspaniałego, nawet nie umie tego opisać słowami. Wyraziłam to łzami, zresztą widział Ojciec jak to na mnie podziałało. A msza o północy była świetnym pomysłem i też dała mi dużo do zrozumienia.
   Jak będzie na DS-ach więcej takich okazji do spotkania z Jezusem(np. więcej warsztatów), to już w ogóle będzie genialnie, A i niech takie msze o 24.00 będą częściej.
   Ania Sz.
   (sent: 11 grudnia 2007)

   Dziękuje za ciepłe przyjęcie i za możliwość spędzenia tych kilku dni Centrum. Dzięki temu mogłam odnowić swoją więź z Panem Jezusem, przybliżyć się do Niego i to nie tylko przez modlitwę, ale również przez rozmowę z innymi. […] Było super. I jak tylko czas mi będzie pozwalał (Teraz matura więc nie wiem jak to wszystko wyjdzie), to jeszcze nie jeden raz zobaczmy sie na dniach skupienia.
   Oktawia K.
   (sent: 11 grudnia 2007)

   Listy nadesłane Zjeździe Młodzieży Franciszkańskiej w Asyżu (7-12 sierpnia 2007):

   "Kilka wspomnień z dni ostatnich, czyli Boska ekonomia – im więcej daję, tym więcej zyskuję.
   Inspirowany wezwaniem o. Sergiusza chciałbym kilka słów napisać dla tych, którzy z różnych przyczyn nie mogli być na Zjeździe Młodzieży Franciszkańskiej… i zachować w ten sposób kilka wrażeń, które opisać się dadzą. Pewnie za czas jakiś, zmienią one swój odcień i z lekka się przykurzą na kartach w mojej głowie, na których spisała je Wielki Scenarzysta… a tu – w tym liście, pozostaną zawsze takie same – takie jakimi widzę/czuje je teraz… Może więc kiedy będę chciał sobie coś przypomnieć zajrzę tutaj?…
   Ilekroć rozmawiałem z ludźmi po swoim przyjeździe z Italii padało to samo pytanie: "Jak tam jest". Dla wielu taka podróż to "podróż życia"… Odległość, granice, język, obyczaje… I jak tu opisać "jak tam jest?" skoro prawie wszystko jest tak inne od naszej polskiej rzeczywistości…?
   Czym jest Asyż??… Jest tajemnicą… Jest misterium… Jest zjawiskiem
   Jest ciszą, burzą, trwaniem i przemijaniem. Jest Franciszkiem radosnym jak ogień i Klarą cierpliwą jak woda… Jest jak brat deszcz i siostra spiekota… Jest szczerością spoletańskiej doliny, która otwiera przed obserwatorami każdy swój zakątek, nie mając nic do ukrycia… Jest spokojem nocy, nadzieją przedświtu, cichością poranka, uniesieniem dnia i spełnieniem wieczora…
   Asyż To trwanie kamieni rozmodlonych spokojem, chcących dorównać swymi wieżycami pięknu wiekowych drzew… To strzelistość tuj chcących jak najbliżej być Tego, który ulepił ich gałązki na kształt ognistych języków… To szaroniebieski szept listków oliwnych… To śpiew nieba rozpiętego najniezwyklej – bo nad słońcem 🙂 i radosny hymn kolorów na freskach pod ostrołukowym sklepieniem.
   … a pośród tego wszystkiego człowiek…
   Nie sposób stanąć przed tymi niezwykłościami i nie uznać swej małości… nie sposób nie zachwycić się… nie sposób nie milczeć. Tu wreszcie jest czas by patrzeć i widzieć, słuchać i usłyszeć dotykać i poczuć… by być.
   Po raz pierwszy wracałem do domu tak spokojny. Niektórzy mówili: że szkoda, że za krótko… a ja czułem że te 6 dni na asyskiej ziemi to dokładnie tyle ile potrzeba człowiekowi aby zaczerpnąć… Zaczerpnąć, posmakować, nasycić się… Wyjeżdżałem z Asyżu baz żalu, bez ostatniego spojrzenia przez ramię, bez "smutku opuszczania". Zrozumiałem (a chyba lepiej byłoby powiedzieć "poczułem", bo zrozumieć to, byłoby trudno) że Asyż to tak naprawdę nie miejsce, a duch… A materia duchowa przecież nie zna ograniczeń jakie właściwe są dla czasu i przestrzeni… Czy więc można opuścić coś, co nie zna granic?
   Asyż to również klucz – taki uniwersalny klucz który pozwala otwierać wszelkie zamknięte bramy na szlakach jakimi się wędruje. Każde spojrzenie, choćby najpowszedniejszego drzewa smaganego najzwyklej porywistym wiatrem, można przefiltrować przez wspomnienia z Asyżu aby wydobyć coś, co zdumiewa i zachwyca. Przykłady na to można by długo wymieniać…
   W niedzielę po powrocie do domu wybrałem się do pobliskiej pustelni. Byłem tam już wiele razy ale nigdy wcześniej nie przeżyłem tak głęboko spędzonego tam czasu. Mając przed oczami duszy obrazy z Carceri wszystko nabrało nowego wymiaru. Pustelnicy skryci w swych maleńkich domkach, skromny kościółek, obraz Matki Bożej, sosnowy wkoło las… Pomyślałem o świętym Franciszku, Antonim, Benedykcie… o tych wszystkich którzy wybierają ich drogę… odchodzą na pustynię aby stać się Morzem… Cisza Carceri przemawia nawet jeśli już dawno kroczyło się w miejski gwar… Zamyślenie jakiego tam posmakowałem owocuje nawet gdy o zamysł trudno na szlakach codziennych/ niecodziennych obowiązków. To piękne jak człowiek potrafi wpasować się w naturę która go otacza…
   Podobno kultura, zaczyna się tam gdzie natury dotyka człowiek… A zatem kultura zaczyna się tam gdzie natura się kończy. Carceri udowadnia jednak że człowiek- narzędzie które kulturę stwarza, dotykając natury może jej nie zmieniać. Carceri pokazuje jak pięknie wygląda człowiek opasany naturą, zespolony z nią, ujednolicony z tym z czego powstał… Wpasowany do ciasnych grot, urwisk, zieleni lasu… zanurzony w mszystość porosłą na pniach kłaniających się przepaściom… pochłonięty na kontemplacji nieskończoności Najwyższego który każdy listek wśród leśnego runa, ułożył z właściwą sobie precyzją…
   Cisza… Cisza… Cisza?
   Z pozornej ciszy lasu wchodzi się do koncertowej sali… Szum wiatru płynniejszego nad ruchy ręki uzbrojonej w smyczek… głębia tupotu gdzieś z oddali, bardziej tajemnicza niż bębnów granie na tyłach orkiestry, wybór ptasich solistów z pierwszej półki (dla laika niestety wszyscy bezimienni :)- jak kompozycji średniowiecznych autorzy…) i fermaty pośród przemyślanych części kompozycji – czasem nieznośnie długie :). W koncert włącza się zamyślenie cysterskie – nieprzelotne i brata Wita uśmiech znad brewiarza… Spojrzenia w dal… W najzieleńszą przestrzeń… i uniesienie Pana w hostii, najbielszej pod słońcem…
   Pustelnia pozwoliła się oczyścić. Zrozumieć, że to, co najważniejsze w tym Świętym Mieście w ciszy się zawiera… i w trwaniu cierpliwym przed znakami postawionymi nam przez Przedwiecznego… i aby się otworzyć – każdy spośród zmysłów uczynić bramą, przez którą Duch może wpłynąć i zalać serce spokojem wielkim jak ocean.
   Doświadczenia takie zdobyć można pewnie całkiem blisko własnego domu. Zależy to pewnie od wrażliwości, chęci, dobrej woli… Niemniej kiedy się zostawia wszystko w bezpiecznym dystansie kilkuset kilometrów, poznaje się jak pięknie jest żyć bez jarzma spraw i rzeczy (przede wszystkim rzeczy :)), które odciągają od tego co naprawdę istotne, zapełniając czas bezwartościową treścią.
   "Aby żyć wystarczy Bóg" – słowa siostry Klaryski z protomonasteru… siła i pewność z jaką je wypowiedziała, pozostaną w mej pamięci utrwalone lepiej niż na cyfrowym nośniku :). Dowodu na prawdziwość tych słów nie trzeba z resztą długo szukać… A będąc z Asyżu znajdzie się nawet "dowód rzeczowy" na to, aby prawdziwość tej tezy jednomyślnie udowodnić… Wystarczy zejść w dół zbocza na którym usadowione jest miasto i zanurzyć się w cień wirydarza u świętego Damiana… przejść się po jego krużgankach… popatrzeć na figurę umarłego/zmartwychwstałego Jezusa, poczuwać choć chwilkę w kącie "sypialni"- w miejscu gdzie na spoczynek udawała się Klara…
   i zastygnąć choć na chwilę w miejscu gdzie wszystko się zaczęło…
   "Franciszku idź i odbuduj mój kościół!"
   Mała kapliczka. Strop okopcony wotywnymi lampkami palonymi tu od wieków, resztki malowideł na ścianach, smużka światła sącząca się przez małą rozetę nad wejściem… Przy ścianach ludzie w małych klęcznikach… A nad wszystkimi i wszystkim … – krzyż wezwania – Krzyż z San Damiano. Tu wszystko się zaczęło… Kto wie… może klęczę właśnie w tym samym miejscu gdzie przed wiekami mdlił się Franciszek?… Może ta sama cisza napełnia mnie teraz? Może te same pytania zadaję Najwyższemu, co on kiedyś?
   I znów cisza… – łagodna, treściwa… Cisza co wyjaśnia sprawy najbardziej zawikłane… Cisza przez którą patrzy na mnie Ten, Który ogania wszystkich i wszystko jednym spojrzeniem… Nasze teraz, wczoraj i jutro… Czas upłynnia się… Nic dziwnego- Dla Zegarmistrza to jak przestawienie zegarka na czas letni 🙂
   Zachwyt bezbrzeżny…
   Podobnie przed Krucyfiksem u świętej Klary… Przy grobie Franciszka wydrążonym w skale jak życie Biedaczyny surowej, i zapach róż… (skąd te róże? -nie wiem). …W Porcjunkuli maleńkiej- tak małej, że się mieści w objęciach opiekuńczych Maryii i Aniołów… i w każdym zakątku miasta gdy się zatrzymać na chwilę i stary kamień dotknąć brukowy… pokorny-bo się daje deptać.
   Cisza i pokój
   Trwanie i piękno
   Kryształ i kamień
   Franciszek i Klara
   Czułem że byli przy mnie.
   Czuję że przy mnie są.
   O Asyżu pięknie jest pomilczeć…
   A jeszcze piękniej pomilczeć o nim we dwoje… i uśmiechać się czasem na znak zrozumienia.
   Wielkie dzięki Ojcze Sergiuszu, za lekcje delektowania się widokiem, słowem, dźwiękiem… To najwartościowsze czego ostatnio się nauczyłem się. Wierzę, że będzie to owocowało niejednym jeszcze milczeniem :)"
   Pokój i Dobro
   Sebastian
   (sent: 7 października 2007)

   Listy nadesłane po rekolekcjach dla młodzieży w Krakowie (21-25 lutego 2007):

   Pokój i dobro!!
   Każdy z Nas potrzebuje czasami uciec w miejsce,gdzie będzie się mógł wyciszyć i poczuć wewnętrzny spokój…
   Taki stan zaoferowały Nam koedukacyjne rekolekcje w Krakowie u Sióstr Albertynek, które odbyły się 21.02.2007 r.
   Przeżyliśmy tam wspaniałe chwile; doznanie prawdziwej wspólnoty we wzajemnym szacunku i tolerancji. Codziennie odbywały się konferencje głoszone przez o. Sergiusza, który w doskonały sposób potrafił wejść w głąb Naszego serca i myśli. W każdy wieczór adorowaliśmy Jezusa w Najświętszym Sakramencie… były to spotkania sam na sam z "ukochanym"… towarzyszyły temu: spokój przy nastrojowej,klasycznej muzyce, wyciszenie a nawet szczere łzy miłości i wzruszenia.
   Już w drugi dzień rekolekcji mieliśmy okazję gościć ks. kard. Franciszka Macharskiego, który z wielką życzliwością zechciał poświęcić Nam swój cenny czas i podzielić się różnymi doświadczeniami ze swojego życia. Swoją skromną i sympatyczną postawą wzbudził w Nas niesamowite wrażenia! Byliśmy bardzo szczęśliwi z tego spotkania!
   Oczywiście nie zabrakło też chwili radości i zabawy!
   Wieczorami spotykaliśmy się w przytulnej sali, gdzie mogliśmy się dzielić sobą i darzyć uśmiechem!
   Wspólnemu chwaleniu Boga przez pieśni towarzyszył gitarowy akompaniament s. Teresy,która urozmaicała Nam również czas, śpiewając solowe, góralskie piosenki, a przepyszne jedzonko pomagało wytrwać w bogato zaplanowanych programach dni!!!
   W drugi i trzeci dzień mieliśmy dwa wypady na miasto, z których skorzystaliśmy bardzo owocnie… szczególnie z wizyty u Braci Kapucynów, gdzie uczestniczyliśmy w Drodze Krzyżowej, prowadzonej przez wspólnotę "Galilea". Był to moment osobistej refleksji i modlitwy.
   Żal było odjeżdżać i rozstawać się, ale trzeba zawsze wrócić, by móc znowu kiedyś przyjechać!
   Całe to spotkanie zawdzięczamy s. Bernardzie, która wiele wysiłku i trudu włożyła, aby te pięć wspaniałych dni mogło się odbyć 🙂
   Chciałam się podzielić tą krótką informacją na temat rekolekcji, gdyż wiem jak bardzo one zmieniają życie człowieka. Przemieszcza się tam masa ludzi, którzy pozostawiają po sobie żywy ślad i pamięć. Każdy wnosi coś od siebie; swoje poglądy na życie i własny charakter!
    Serdecznie zapraszam Was drodzy przyjaciele w imieniu moim i Sióstr Albertynek na spotkania młodych ludzi w Krakowie, które odbywają się kilka razy w roku. To miejsce zawiera wspaniałą historię…
   Jeśli znajdziecie chwilę wolnego czasu, to proszę wejść na stronę internetową: www.albertynki.pl.
Na pewno zwrócicie uwagę na obraz Ecce Homo, które zostało namalowane przez założyciela tego Zgromadzenia – św. Brata Alberta. Stanowi ono tajemnicę w sobie, gdyż posiada coś, co odzwierciedla każdego z Nas. Patrząc na owe dzieło widzimy głębię samego siebie… Jestem przekonana,że wzbudzi w Was skruchę w sercu i zastanowienie.
   Mam nadzieję, że ktoś przeczyta ten list oraz odważy powiedzieć zdecydowane "TAK" i przyjechać!
   Jestem pewna, że otrzymacie odpowiedzi na nurtujące Was pytania i będziecie mogli dostrzec prawdziwe wartości, które wzbogacają człowieka.
   Bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy chcą pogłębiać swoją wiarę, poznawać Boga i dzielić się swoimi doświadczeniami!
   Karolina (skrzypaczka); lat 18!
   (sent: 3 marca 2007)

   Listy nadesłane po rekolekcjach dla maturzystów (12-16 lutego 2007):

   Pokój! W Chorzowie byłem już kilka razy, ale dopiero w tym roku miałem przyjemność być na dniach skupienia dla maturzystów. To jest niesamowite uczucie, gdy na kilka chwil zapominamy o nauce i poświęcamy chwile Bogu, aby się zbliżyć i zapytać co potem? Dziękuje wszystkim ojcom, braciom, uczestnikom i wszystkim, którzy przyczynili się do tego że rekolekcje były takie cudowne. Ten czas, spędzony z wami i z Tobą Boże był dla mnie bardzo ważny.
   Borek Piotr
   (sent: 19 lutego 2007)

Zostaw komentarz