Listy od Was do nas – 2008 rok

   Listy nadesłane po Franciszkańskich Dniach Skupienia "Greccio" (5-7 grudnia 2008): 
 

   Dziękuję Braciom, że umożliwili mi pobyt w Waszym Centrum na Dniach Skupienia.

   Dało mi to bardzo wiele.. właściwie zanim zaczęłam przygotowywać się do bierzmowania, to nie chodziłam w ogóle do kościoła, nawet zdarzyło mi się nie pójść do kościoła na Wielkanoc.

   Po prostu już mi to nic nie dawało jak kiedyś.

   Zanim przestałam chodzić do kościoła, to chodziłam ze względu na dobre samo poczucie, po wyjściu z kościoła wszystko wokół stawało się piękniejsze, kolorowsze i łatwiejsze niż wcześniej mi się wydawało. Taka siła nabywcza na nowy tydzień.

   Po jakimś czasie raz, drugi, trzeci raz nie poszłam do kościoła i tak zostało do niedawna. Dzięki deesom zrozumiałam parę rzeczy, zbliżyłam się do Boga, porozmawiałam trochę z własnym „ja", zrozumiałam, że przecież chodzenie do kościoła, to nie jest w końcu same „klepanie regułek", tylko właściwie wyciszenie się i zagłębienie w swoją wiarę.

   A to powoduje, że zaprzyjaźniam się bardziej ze sobą, jestem bardziej opanowana, pogodna, optymistyczna, radosna i można by jeszcze tak długo wymieniać. Sądzę, że nie wnioskowałabym tak gdyby nie ta atmosfera, która panowała u Was. Bracia śmiejący się praktycznie 24/h, próbujący rozmową jak najbliżej poznać człowieka i poświecić mu czas jak najbardziej to możliwe.

   Po prostu… słiitaśnie.

   I oczywiście modlitwa, która była jak widać mi bardzo potrzebna, śpiewanki, które wręcz uwielbiam, ludzie nawzajem sobie pomagający i również radośni całymi dniami.

   To są rzeczy, na które najbardziej zwróciłam uwagę, których mi bardzo brakowało w byłej drużynie i w życiu.

   K., Tychy

   (sent: 20 grudnia 2008) 

 

   Listy nadesłane po Franciszkańskich Dniach Skupienia "Carceri" (14-16 listopada 2008):

 

   Na Deesach byłam drugi raz i tak jak za pierwszym razem bardzo mi się podobało. Znów na  "nowo" mogłam pogłębić swoja wiarę. Dzięki ojcom i braciom te Dni Skupienia były pełne radości i spokoju. Od nich mogłam dowiedzieć się paru rzeczy o których do tej pory nie miałam pojęcia i zapytać ich o co chciałam. Mogłam się wyciszyć oraz pomyśleć nad swoim życiem i wiarą. Nie zabrakło modlitwy, adoracji, chwili wyciszenia. Były też chwile radosnego śpiewu oraz zabawy. Mogłam dowiedzieć się dużo o życiu zakonnym oraz poznałam tam cudownych ludzi, którzy byli uprzejmi i cieszyli się życiem.
   Pragnę podziękować wszystkim za tak cudowne dni skupienia.
   Pozdrawiam!
   Magda

   (sent: 17 listopada 2008)

 

   Może napiszę jak trafiłam do centrum-bo dość dziwna historia…:) Na samym początku poznała brata kleryka z Panewnik i to właśnie on zaprosił mnie na dni skupienia ale ja nie byłam na początku na tyle odważna oby wybrać się tak daleko sama a nie było wokół mnie nikogo kto by się wybierał więc odmówiłam po raz pierwszy, potem po raz drugi aż w końcu pomyślałam co mi szkodzi spróbować  zawsze można wrócić z powrotem. Nie znając kompletnie miasta wybrałam się jedynie z mapą jak dojść do centrum ale i tak ona za dużo mi nie podpowiadała i wtedy wystarczyło jedno westchnienie do nieba a Bóg postawił na mojej drodze dziewczynę która sama zaproponowała mi pomóc dojść (gdzieś nie daleko miała swoją uczelnie). Gdy już dotarłam i znalazłam się w centrum, już po niedługim pobycie poczułam się jak u swoich. Czas mija tam tak szybko że kiedy zapoznałam się z ludźmi już trzeba było wracać. Więc postanowiłam że to nie będą moje ostatnie ds-y. W listopadzie były to moje już czwarte dni skupienia w Chorzowie ale czuję się jakby było to pierwsze… panowały we mnie te same miłe i pozytywne uczucia i emocje co za pierwszym moim przyjazdem do centrum. Jest to doskonały czas jaki mogę podarować samemu Bogu jak i drugiemu człowiekowi:) Jest to też czas dla mnie samej kiedy mogę zatrzymać  i zastanowić się nad swoim życiem. Mogę oderwać się od codzienności i spędzić weekend inaczej niż moje koleżanki które żyją wyłącznie imprezami. Uważam że w centrum można również się dobrze bawić… (jest też zawsze czas na zabawę). Ludzi jakich mogę poznać na dniach skupieniach uważam za wyjątkowych, widzę w nich wielką radość i potencjał oraz wiem że mamy w życiu podobne wartości tzn. Bóg na pierwszym miejscu a cała reszta na odpowiednim. Dlatego też cieszę że mamy taką możliwość przyjazdu na tego typu spotkania. Dziękuję wszystkim organizatorom ds-ów. Nie miałam zamiaru by była to reklama, więc jeśli wyszła to przepraszam:)

   Pozdrawiam

   Justyna

   (sent: 19 listopada 2008)

 

   Listy nadesłane po Dniach Skupienia dla młodzieży 20+ (24-26 października 2008):

 

   Były to moje pierwsze 20+ i przyznam szczerze, że początkowo nie byłam do nich przekonana – miałam różne myśli: "Ty się tam nie nadajesz, nikogo nie znasz, po co ty tam właściwie jedziesz?.." wiele pytań i wątpliwości na które nie miałam odpowiedzi. Ale mimo wszystko postanowiłam przyjechać.
   Jak większość wiozłam ze sobą swoje problemami, doświadczenia, wiele pytań na które miałam nadzieje znaleźć odpowiedz. Była to również taka ucieczka od życia codziennego, czas w którym miałam się wyciszyć, umocnić swoje więzi z Bogiem. Później zrozumiałam, że to właśnie spotkania z drugim człowiekiem tak bardzo potrzebowałam. Ludźmi podobnymi do mnie, którzy mają takie same problemy, marzenia, zainteresowania jak ja. Że przez ich słowa, czyny Pan chciał do mnie przemówić.
   Piątek, sobota… były to dla mnie wyjątkowe dni. Najpierw zapoznanie się ze wspaniałymi uczestnikami, następnie śpiewy, modlitwy, konferencje – gdzie padło wiele ważnych słów, msza św., spowiedź, adoracja Krzyża San Damiano – coś wspaniałego. Ale mimo to czułam, że jeszcze czegoś mi brakuje…, aż do niedzieli gdy podczas odmawiania Jutrzni znalazłam odpowiedź na większość moich problemów, kłopotów… w psalmie 118 odmówiliśmy słowa: "Abym upadł uderzono mnie i pchnięto, lecz Pan mnie podtrzymał" … myślę, że to odpowiedz na wszytko, że to wystarczy…
   Teraz muszę przyznać, że nie umiem doczekać się kolejnych FDS. Kolejnego spotkania się z Panem Bogiem w drugim człowieku i nie tylko…
   Serdecznie z całego serca dziękuję.
   Oktawia

   (sent: 28 października 2008)

 

   Witam serdecznie,

   Choć od Dni Skupienia 20+ minęło sporo czasu to myślę, że warto podzielić się swoimi wrażeniami. Szczerze mówiąc do ostatniej chwili nie wierzyłam, że pojadę. Oczywiście do samego pomysłu zapaliłam się jak siano od zapałki, ale biorąc pod uwagę realizację pojawiło się mnóstwo wątpliwości. Pierwsza sprawa to odległość – nigdy nie byłam w Chorzowie, ba! nawet na Śląsku… Druga – pojawiło się pytanie: jak to będzie? przecież oni wszyscy się na pewno znają a ja?  Ale jak wiadomo – człowiek to takie stworzenie, które lubi stwarzać sobie problemy… W końcu nadszedł dzień kiedy zadzwoniłam, żeby się zapisać i wtedy pomyślałam, że "cóż, odwrotu już nie ma, teraz to już trzeba jechać". Dokładnie zaplanowałam podróż spakowałam się i w drogę! Muszę tu dodać, że zapisałam sobie numery kontaktowe na okoliczne dworce autobusowe i wydrukowałam rozkład jazdy linii 23 hihihihi – "w końcu Strzeżonego Pan Bóg strzeże". Teraz śmieję się z tego mojego "przygotowania" ale przed wyjazdem wcale nie było mi do śmiechu – wierzcie mi….nogi trzęsły sie jak galaretka na cieście. Kiedy już dotarłam nastąpiła kolejna chwila zwątpienia. Ciemno, nikogo nie widać na horyzoncie a ja nie wiem gdzie jest wejście?!?!?! Spojrzałam w górę i myślę "Panie Boże, już nie mam siły, nie możesz mi tu kogoś "przypadkiem" przysłać na pomoc?" No i "przypadkiem" ktoś szedł i "przypadkiem" już wiem gdzie jest wejście 😀 Jaka to jest siła modlitwy…. Byłam bardzo mile zaskoczona tak serdecznym powitaniem, wszyscy tacy radośni, każdy z tzw. rogalem na ustach mimo, że nikt mnie nie zna. Zmęczenie podróżą przestało się liczyć, poczułam się jak w domu. Czas spędzony z Wami był naprawdę cudowny!!!!!

   Piątkowa spowiedź - niepowtarzalne spotkanie z Panem, jakiego dawno nie przeżyłam a jakiego było mi trzeba, żeby stanąć na nogach. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile zmartwień ze sobą przywiozłam. Adoracja i modlitwa…. tego mi brakowało. Zawsze za mało czasu, tzw. "ważne sprawy"  na głowie… Sobotnie konferencje dały szanse spojrzenia na pewne sprawy z innej perspektywy. Zwłaszcza słowa o. Syracha były swojego rodzaju pocieszeniem, zapowiedzią lepszego jutra. Bo jak jest źle to już nic innego do nas nie dociera, wydaje sie, że wszystko jest przeciw i ciężko dostrzec coś dobrego w tym co nas przytłacza a szkoda, bo właśnie to coś dobrego jest tuż, tuż. Potem godzina milczenia… rewelacyjny pomysł!! Żyjąc w ciągłym hałasie nie ma na to czasu. A to samochody, a to telefon dzwoni, radio, TV… A przecież trzeba złapać troszkę dystansu. No i oczywiście rozmowy, rozmowy  i jeszcze raz szczere rozmowy, których było mi ostatnio tak bardzo brak. Dzięki temu mogłam zrzucić część tego, co mi ogromnie dokucza. Zobaczyłam, że są ludzie, którzy chcą wysłuchać i teraz kieruję do nich swoje podziękowania za cierpliwość i wytrwałość… bo naprawdę nie było lekko ze mną rozmawiać, dlatego OGROMNE DZIĘKI!!!!

   Tak naprawdę w niedzielę nie miałam chęci wyjeżdżać. Było mi z Wami tak dobrze, że już planuję kolejny wyjazd ( teraz pominę spisanie numerów na dworce i oglądanie mapy Śląska hihihihi). Dni spędzone w Centrum były jak wypasione wakacje tyle że jeszcze lepsze :) 

   pozdrawiam i do zobaczenia w grudniu,

   Aga

   (sent: 17 listopada 2008)

 

   Listy nadesłane po Franciszkańskich Dniach Skupienia "Porcjunkula" (10-12 października 2008):

 

   Na deesy przyjechałam z pewnym niepokojem, co do tego jak zostanę przyjęta. Jednak od samego wejścia spotkałam się z wspaniałą atmosferą, sympatią i zrozumieniem, które nastroiło mnie niezwykle pozytywnie. Mogę śmiało powiedzieć, że oprócz wiedzy wyniosłam także przykład życia pełnego spontanicznej franciszkańskiej radości i mądrości wyniesionej z Pisma Świętego. Wyjeżdżałam z Chorzowa ze smutkiem, że tak prędko upłynął czas oraz radością z zawartych znajomości. Na pewno wrócę…

   Paulina

   (sent: 13 października 2008)

 

   Mimo, że na Dniach skupienia byłem już kilka razy, to za każdym razem odkrywam coś nowego… Te deesy pozwoliły mi uświadomić sobie ile marnuje czasu, i że w ciągu dnia można się jednocześnie dobrze bawić, odpocząć i zrobić wiele pożytecznych rzeczy. Było dużo nowych osób, z czego się cieszę bo mogłem nawiązać nowe znajomości, które od czasu, gdy zacząłem jeździć do Chorzowa bardzo się poszerzyły.

   Serdecznie dziękuje!

   Pozdrawiam!

   Łuki 🙂

   (sent: 13 października 2008)

 

   Do uczestnictwa w dniu skupienia "Porcjunkuli" namówiła mnie koleżanka z parafii. Z początku nie byłem przekonany do wyjazdu, nie wiedziałem co mnie będzie czekać po przyjeździe. Miałem różne niestworzone wyobrażenia tych deesów.

   Teraz jestem baaaaaardzo zadowolony, że wybrałem się do Franciszkańskiego Centrum "Trzej Towarzysze". Braciom i ojcom za przygotowanie tak ważnego wydarzenia w moim życiu, które pogłębiło moją wiarę, składam serdeczne Bóg zapłać! Wszystkich gorąco pozdrawiam. Mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy.

   Bartek

   (sent: 13 października 2008)

 

   Pierwszy raz byłam na DS i bardzo mi się podobało… Przed nimi miałam pewne obawy, ale gdy się już  tam znalazłam minęły. Atmosfera tam panująca jest cudowna. Poznałam dużo nowych rzeczy i oczywiście wspaniałych ludzi. Bracia oraz ojcowie byli bardzo mili i sympatyczni. Szkoda, że to były tylko 3 dni… Już nie mogę się doczekać następnych DS.

   Pozdrawiam:)

   M.

   (sent: 14 października 2008)

 

   Byłem już parę razy na Franciszkańskich Dniach Skupienia, ale za każdym razem odkrywam coś nowego. Ogólnie dni skupienia są dla mnie odcięciem się od codzienności i poświęceniem tego czasu w większości Panu Bogu ale także na rozmowy, śpiewy i zabawy.

   Tym razem nauczyłem się, że człowiek w brązowym habicie nie "gryzie" i da się z nim porozmawiać na każdy temat. Na tych dniach skupienia naprawdę poczułem działalność Boga i był to naprawdę dobrze spędzony czas. Trudno było się pożegnać i wrócić do domu, ale mam nadzieję że znowu przyjadę do Chorzowa.

   Dominik

   (sent: 14 października 2008)

 

   Jestem w Centrum od dłuższego czas i z tego powodu bardzo się cieszę. Moje życie stało się inne, wiele rzeczy mogłam się tam nauczyć i zrozumieć, stałam się innym człowiekiem. Chorzów jest moim "drugim domem":) Centrum to nie tylko Dni Skupienia. Mogę tam przyjechać w każdej chwili jeśli jest mi źle, zawsze znajdę tam pomocną dłoń i również mogę przyjechać i podzielić się moim szczęściem:) Poznałam tam wiele nowych ludzi z którymi mogłam razem wielbić Pana Boga i razem spędzać chwile:) cieszę się że tu trafiłam 🙂 zachęcam wszystkich do przybycia 🙂

   Dziękuje Bogu za wszystkich ludzi których tam spotkałam szczególnie  3-em Towarzyszom i braciom pracującym w Franciszkańskim Centrum Młodzieżowo Powołaniowe "Trzej Towarzysze".

   Joanna 

  (sent: 15 października 2008)

 

   Listy nadesłane po dniach rozeznania drogi życiowej (25-27 stycznia 2008):

   Przyjechałem do Chorzowa w ciemno, nigdy tam wcześniej nie byłem, nikogo nie znałem, nie wiedziałem, jak to ma wyglądać. Zaryzykowałem i się opłaciło. Dla mnie osobiście był to bardzo owocny czas. Nie tylko miałem okazje przeżyć wspaniały weekend z Bogiem, poznać nowych ludzi, ale poznać inne spojrzenie na powołanie. Uświadomiłem sobie kilka ważnych rzeczy, no i w końcu poznałem Braci Mniejszych i przestałem żyć stereotypami.
   Jestem wdzięczny za każdą chwile w Chorzowie i nie mogę się doczekać następnego razu.
Jeśli miałbym powiedzieć coś do innych osób, które się zastanawiają, tak jak ja to robiłem wcześniej, to powiem tyle: Nie ma się co bać, przyjdźcie, a nie pożałujecie.
   Pozdrawiam !
   Łukasz – Tarnowskie Góry
   (sent: 1 lutego 2008)

   Listy nadesłane po rekolekcjach dla maturzystów (21-25 stycznia 2008):

   Witajcie wszyscy odwiedzający tę stronę 🙂 Jestem maturzystą roku 2008 i uczestniczyłem w rekolekcjach dla MATURZYSTÓW. Było to moje pierwsze spotkanie z franciszkanami. Myślałem że będzie tam wiele osób z oazy i że będzie nieustanna modlitwa i takie tam pierdoły… Lecz plan dnia był napięty, ale był i czas wolny. Były też różnego rodzaju konferencje i warsztaty w których uczestniczyłem i nie żałowałem spędzonego tam czasu. Wiele się we mnie zmieniło, zagościł Jezus w moim sercu i w dniu codziennym. Więc nie lękajcie się i przyjeżdżajcie na tego typu rekolekcje bo są fantastyczne i ciekawe.    Pozdrawiam.
   Paulito 🙂
   (sent: 1 lutego 2008)

   Listy nadesłane po rekolekcjach w Krakowie (14-18 stycznia 2008):

   "Radość franciszkańska – jest najpierw zapomnieniem o sobie i o swoich cierpieniach w obliczu wielkości Boga, a następnie jest radością i chlubą z możności cierpienia z Chrystusem." Tematem ostatnich rekolekcji w Krakowie była właśnie RADOŚĆ. I chyba każdemu spodobał się ten temat, bo czyż nie "radość jest życiem człowieka"?
   Zwróciliśmy szczególną uwagę na radość jaką przeżywał Biedaczyna, św.Franciszek, przed i po swym nawróceniu. Czy wśród swych braci, czy chodząc i nauczając o Chrystusie, czy wtedy gdy cierpiał, Franciszek był przepełniony radością, którą czerpał z obecności Jezusa. Szczęście odkrył w "pokazywaniu" Tajemnicy Wcielenia ubogim, którzy byli mu bardzo drodzy. Zwracał swym braciom uwagę, by również wśród nich panowała atmosfera radości.
   O radości doskonałej dowiedzieliśmy się z Pism św.Franciszka, z "Napomnienia", kiedy to br. Leon zanotował czym jest radość doskonała: "(…) jeśli zachowam cierpliwość, nie rozgniewam sie, na tym polega prawdziwa radość i prawdziwa cnota i zbawienie duszy."
   Nasza niewielka grupka, po sporej dawce "duchowej strawy", miała również czas, by pobyć wspólnie i nacieszyć się z bycia razem. Jednego dnia było to wyjście do centrum, by podziwiać Kraków i szopki (chyba najbardziej spodobała nam sie szopka oo. Kapucynów 🙂 ), innego dnia był to maraton filmowy, czy odwiedzenie starszych pań w Domu Pomocy Społecznej i wspólne kolędowanie. Nie zabrakło również wieczoru, kiedy to mogliśmy porozmawiać z naszym Mistrzem, przed wystawionym Najświętszym Sakramentem i polecić Mu nasze troski i kłopoty, czerpiąc wzamian wiele radości i sił. Jednego popołudnia Siostry zabrały nas do "Przytuliska dla Kobiet", które prowadzą Albertynki. s. Mirosława, s. Teresa, p. Robert i p. Elżbieta opowiedziały nam m.in. o pracy i o byciu w przytulisku. Również i tam dostrzegliśmy radość, która nie zawsze łatwo przychodzi. P. Ela podzieliła sie z nami swym świadectwem wychodzenia z nałogowego picia. P. Robert opowiedział o swej pracy i towarzyszeniu ludziom z nałogami, natomiast s. Mirosława streściła nam swoją historię i tego przytuliska. Słuchaliśmy z zapartym tchem, mając wielki podziw dla tych ludzi, bo gdyby nie Jezus, jak również bezinteresowna pomoc sióstr, wiele osób zostałoby na dnie. Jak mawiał św. Brat Albert "Bez miłości grosz jest szorstki, strawa podana niesmaczna, opieka najlepsza niemiła…". Wychodząc stamtąd, każdy wyniósł inny bagaż wrażeń i doświadczeń. Jak bardzo potrzebują oni naszej pomocy, a przede wszystkim modlitwy! Bo "ubogi nie potrzebuje naszej litości, lecz potrzebuje naszej pomocy i opieki. To co oni nam dają, jest większe od tego, co my im dajemy. Chrystus powiedział: Byłem głodny a daliście mi jeść. Odczuwał nie tylko głód chleba, ale także głód miłości, która pozwala zrozumieć, że jest się miłowanym, że jest się rozpoznawanym, że jest się kimś dla kogoś." Wielka to radość być dzieckiem Bożym!
   Ola – Chorzów
   (sent: 24 stycznia 2008)

Zostaw komentarz