Listy od Was do nas – 2009 rok

   List nadesłany po Franciszkańskich Dniach Skupienia "Carceri" (6-8 listopada 2009):

   Pierwszy raz (dzięki Ani i Oktawii) przyjechałam do Centrum na FDS "San Damiano" w 2008 roku. Nie byłam nigdy wcześniej na tego typu spotkaniach młodzieży, więc nie wiedziałam, co tam się robi, po co się jeździ itd. Zabrałam co trzeba no i pojechaliśmy. Czas spędzony tam minął mi bardzo szybko, zapamiętałam adorację (zarówno tą w małej jak i dużej kaplicy) oraz spowiedź. Dziś ten punkt programu jest dla mnie czymś, za czym będąc w domu, tęsknię najbardziej. FDSy niewątpliwie są dla mnie czasem, w którym nabieram energii na to, co spotyka mnie na co dzień, czyli niepoukładany dzień spędzony w większej części z osobami, które mają odmienne poglądy religijne i realizują w życiu plan innych wartości. Dni skupienia to także czas na odpoczynek umysłowy. Staram sie w tym czasie, to wszystko co mnie męczy i sprawia mi duchową trudność, powierzyć Panu Bogu i za każdym razem jak jestem w tej malutkiej kaplicy w Centrum mam poczucie niesamowitej bliskości Boga. Czuję, że moje upadki wynikające ze słabości czynią mnie silniejszą i bardziej pokorną. Muszę przyznać, że przez ostanie 2 lata dojrzałam duchowo i zmieniłam trochę moje myślenie i podejście do samej siebie. Niewątpliwie uczestnictwo w FDSach do tego się przyczyniło.
   Na ostatnich DSach uświadomiono mnie, że świętość mimo iż jest bezcenna nie jest nie do zdobycia. Jestem zadowolona i czuje się podbudowana faktem, że to iż mam w życiu "przerąbane" nie znaczy, że Bóg mnie opuścił lecz, że chce zawrzeć ze mną "układ".
   Dziękuję bardzo wszystkim, którzy tworzą Franciszkańskie Centrum Młodzieżowo- Powołaniowe "Trzej Towarzysze"

   Chwała Panu!

   GROSZEK

 

   (sent: 8 listopada 2009)
 

   List nadesłany po Franciszkańskich Dniach Skupienia "San Damiano" (9-11 października 2009): 

   Krople deszczu uderzają w parapet odbijając się, tworząc tym samym pewną melodię, którą trudno określić – trafia ona jednak do mnie idealnie, tworząc klimat nieco nostalgiczny i sprawia, że przed oczyma mymi tworzą się obrazy, za którymi tak bardzo tęsknię. Już tęsknię, a przecież minęło tak niewiele czasu… Ale ten potrafi być złośliwy i w najmniej odpowiednich momentach się wydłuża i ciągnie podczas, gdy ja pragnę, aby choć na chwilę zatrzymał się, odpoczął i dał mi święty spokój…
   Po długiej przerwie i niecierpliwym wyczekiwaniu – w końcu nadeszły – kolejne Dni Skupienia. Pierwszą rzeczą, na którą zwracam uwagę po przekroczeniu progu Centrum, jest zapach. Tak, ta charakterystyczna woń, której właściwie nie potrafię scharakteryzować, towarzyszy mi jeszcze dziś; przenika mnie. Sprawia, że czuję się tam, jak w Domu – tym, przez duże "D". Dalej idę parkietem z dwoma czerwonymi torbami, mijam jedne, drugie, trzecie drzwi. Widzę, są Brązowi! Macham łapką na przywitanie, uśmiecham się nieśmiało i już wiem, że będzie magicznie. I jak się okazuje później – wcale się nie mylę. W saloniku wyjątkowo pusto, na wieszaku wisi habit, inny leży na bujanym krześle, jeden z braci myje podłogę – jest przecież jeszcze wcześnie. Rozglądam się w koło. Schodzą się kolejni deesowicze. Odznaczam się na liście. Anioł Dobroci. Witam, nazywam się Ewelina i jestem tu po raz czwarty, miło mi.
   I z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim, i każdemu z osobna za Nabożeństwo Transitus (i "atrakcje" w trakcie trwania), Eucharystię, dobrą zabawę, pogodny wieczór, hektolitry wypitej kawy tudzież herbaty w kuchni, granie w "skisłeś!" i "klaskanie", konferencję i wspólne, urocze "oooo!" na widok czekoladowych dzieciątek, grupie za obieranie kartofelków ;), kręgi biblijne, wszelakie rozmowy i wszystko, wszystko, co mi w tym momencie z głowy wypadło. Szczególnie chciałabym jednak podziękować ojcu Sergiuszowi. Za FCMP i całą działalność związaną z Centrum, za możliwości, życzliwy uśmiech, wrzosową koszulkę i rozkosmane włosy ;). (Będziemy tęsknić.)
   Stukot ucichł, szyba jest już niemal sucha, melodia jednak pozostała i towarzyszy jej ten zapach… Zapach, który zawsze kojarzyć będzie mi się właśnie z tym miejscem, do którego zawsze chce się wracać.
   Do zobaczenia! 🙂

   ewe.

 

   (sent: 13 października 2009)

 

   List nadesłany po "Rekolekcjach w Milczeniu" (Rząska, 27 lipca – 1 sierpnia 2009):

 

   Początkowa myśl, powód, cel, który mi przyświecał, aby pojechać na rekolekcje w Rząsce pod Krakowem narodził się wtedy, gdy chciałem spędzić więcej czasu z pewną osobą (i głównie z tego powodu) tam się udałem. Z początku były to normalne rekolekcje na jakich już bywałem aż do czasu Eucharystii, która odwróciła we mnie wszystko do góry nogami. Bliskość pewnej osoby już nie była moim głównym celem przyjazdu na rekolekcje, ponieważ Bóg napełnił mnie radością i kolejny raz nie czekał na moją bardzo ślamazarną decyzję, ale sam zaczął działać w moim nowym, orzeźwionym sercu poprzez obiecanego dla nas Ducha Świętego.
   Tego uczucia doznałem po raz pierwszy podczas „Kursu Filip".(…) Wszystko wydawało się piękne i przyjaźnie nastawione. Wszystkie myśli były ukierunkowane oczekiwaniem na Eucharystię oraz na czas „sam na sam" z Bogiem. Dopełnieniem tego wszystkiego były oczywiście rozmowy i czas spędzany z tą osobą. Moje serce było tak zapatrzone w Jezusa, że przemienienie i przyjęcia Komunii św. były najcudowniejszymi momentami tych rekolekcji.
   Pomimo tego, iż były to rekolekcje w milczeniu nie dostaliśmy czasu na nudę, poza krótką (1,5 godziny dziennie) chwilą na milczenie, a nie na nudę podczas której medytowałem, rozmyślałem o Bogu. Ten czas jest dla mnie jakby podróżą do własnej duszy (…) Kiedy nie ma czasu na lenistwo, to kiedy mamy grzeszyć? (NIE DA SIĘ). Ten cały czas był zaplanowany już od Stworzenia Świata przez Boga Ojca.
   Kolejnymi zaletami tych wspaniałych rekolekcji były: wspólna rekreacja, ognisko, wspólne posiłki, co wpływało na lepsze wzajemne poznanie się, zwłaszcza na samym początku formowania się Wspólnoty. Te elementy sprawiły, że zaprzyjaźniłem się z innymi ludźmi, których jeszcze w poniedziałek nie znałem, a gdy wyjeżdżałem w sobotę, to trudno było się rozstać z każdą osobą, z którą normalnie bym nie zamienił ani jednego słowa.
   To miejsce, Ci ludzie, ten czas były na pewno podarunkiem Pana Boga, który hojnie napełniał nas swoimi łaskami. Dzisiaj jestem świadomy tego, że Bóg nie oszczędził ani jednej „kropli" łaski wlanej w nasze serca. W tym czasie niebo było rozdarte i aniołowie okrążali nas WSZYSTKICH, aby nas prowadzić. My byliśmy nawet w lepszej sytuacji bo mogliśmy pomagać, służyć Jezusowi, a Aniołowie prowadzili nas może z odrobiną zazdrości, że nie mogą, np.: służyć podczas Mszy św. czego na pewno by pragnęli (…).
   Gdy już jestem w domu i wszystko mniej lub więcej przemyślałem mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, iż ta ważna osoba w moim życiu została postawiona w moim życiu przez Pana, abym odnalazł moją drogę. I co więcej, abym ponownie i jeszcze głębiej zanurzył się w Bożej w Miłości.
   Z całą świadomością stwierdzam, iż były to najlepsze rekolekcje w moim życiu!!! Dziękuję Ci Natalio, iż miałaś w tej chwili czyste serce i stałaś się ciałem prowadzona przez samego Chrystusa naszego Zbawiciela!!!
   Życzę każdemu z uczestników rekolekcji oraz wszystkim pokładającym ufność w Panu, by mogli powiedzieć Jezusowi: „Otwieram Ci całkowicie bramę mojego serca, przyjdź do mnie, działaj i zostań ze mną na zawsze(…) Kieruj moim życiem. Amen! ALLELUJA!!!

   Marcin, Rybnik

 

   (sent: 2 sierpnia 2009)

 

   List nadesłany po Dniach Skupienia dla młodzieży 20+ (13-15 marca 2009):

 

W blasku świec, za krzewem ciernistym ukryty jesteś Panie.
Każdy mój grzech gałęzią brudu przysłania Twe światło.
Uklękłam, zapłakałam nad tym jak Cię ranię, nad tym że wbijam Cię do krzyża, zakładam koronę cierniową swym zachowaniem a każdy grzech mój gwoździem ostrym w szarości pochłoniętym.

Szkicuje czerń na bieli.
A Ty tak po prostu mnie Kochasz…
A Ty tak po prostu Jesteś…
A TY mi wybaczasz…
A Ty balsamujesz mój słuch dźwiękami nieba, malujesz uśmiech, pokazujesz jak żyć…
A Ty tak po prostu Będziesz !
I posiadam wszystko co najważniejsze w tym świecie, posiadam Ciebie.
A tak często odizolowana w różnorodnych maskach dnia zamykam drzwi.
Nie wpuszczam, nie wiadomo czemu…
Ty jednak nie poddajesz się, przez drzwi skrzypiące starością pachnące, przez szparę wbija się Twój cień, rozjaśnia me serce…
znów płaczę
Ty jesteś.

   Dziękuje za te 3 dni: uświadomienia, oczyszczenia a przede wszystkim zaprowadzenia mnie na węższą cieżkę prowadzącą do błękitu…

   Krok po kroku ale idę. Wiem gdzie chce iść i jaką ścieżką kroczyć, wszystko zależy od nas samych, bo chcieć to móc.
   Myślę że rekolekcje te potrzebne mi były szczególnie teraz w Wielkim Poście.

   Posyłam uśmiechu i dużo dobra życzę i tak po prostu DZIĘKUJE a w tym zawiera się wszystko.
   Marzena D.

 

   (sent: 17 marca 2009) 

 

   List nadesłany po Franciszkańskich Dniach Skupienia "San Damiano" (27 lutego – 1 marca 2009): 

 

   Chciał bym się z Wami podzielić, tym jak było w Chorzowie, od 27.02 (piątek) do 01.03 (niedziela) na FDS (Franciszkańskie Dni Skupienia) pt: "San Damiano". Piątek zajechaliśmy tam z Klaudią na 17 z groszami, o 18:00 był start zapoznanie się ze sobą i konferencja na temat MB Gietrzwałdzkiej, później Droga krzyżowa. Punktem kulminacyjnym była adoracja połączona ze spowiedzią, bardzo podobała mi się ta adoracja, ponieważ przed Najświętszym Sakramentem był postawiony krzak i zastawiał on monstrancje, miał on przedstawiać nasze grzechy które blokują nam drogę do Chrystusa i którą mamy oczyszczać poprzez wycinanie (czyli spowiedź), które robiliśmy podchodząc i odcinać po kawałku gałązek, które kładliśmy na materiale, przedstawiało ono drogę naszego życia. Poczułem wtedy jak Chrystus gładzi moje grzechy. Sobota był to bardzo intensywny dzień. Były konferencje, spotkania, modlitwa(brewiarzowa), Msza Święta. Świadectwem powołań br. Remigiusza i s. Emi, bardzo mnie dotknęło świadectwo br. Remigiusza które było bardzo bogate i interesujące (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi). Było tez wesoło w tym dniu poprzez to ze był pogodny wieczorek. Niedziela była dniem kończącym już FDS. Ten dzień był czasem na podsumowanie całości. W tym dniu również odbyła się konferencja prowadzona przez br. Masseo, opowiadał on o swojej nietypowej pielgrzymce do MB Gietrzwałdzkiej, później do Wilna, do MB Ostrobramskiej, która odbywała się na tzw. "stopa". Była to pielgrzymka pełnego zaufania Matce Bożej oraz Chrystusowi.

   Były to kolejne dla mnie wspaniałe chwile spędzone tam, znowu mogłem poczuć Chrystusa który wyciąga do mnie dłoń mówiąc: Pójdź za mną. Znów mogłem poczuć ten tzw. franciszkański humor. Gdyby nie pewne osoby to bym nie mógł tego poczuć, dziękuje br. Benignemu, o. Sergiuszowi, o. Medardowi, br. dk. Idziemu, br. Bernardowi, br. Masseo, br. Herbertowi, br. Magnusowi, br. Karolowi, br. Euzebiuszowi, br. Remigiuszowi i oczywiście wszystkim uczestnikom.
   Taurus

 

   (sent: 8 marca 2009)

 

   Listy nadesłane po Dniach rozeznania drogi życiowej ( 2-6 lutego 2009): 

 

   Od Światowego Dnia Życia Konsekrowanego (tj. 2 luty) aż do dziś (6 luty) byłem na dniach rozeznania powołania. Było nas 14 + 2 franciszkanów, żyliśmy jak braterska rodzina przez te kilka dni. Spotkanie z kapłanem, rodziną oraz konferencja o życiu w zakonie dała mi szkic tych powołań. Obecność Boża i braterstwo – to tylko dwa czynniki dla których warto jeździć do wspólnoty franciszkańskiej. Jak dla mnie najgorsze było wstawanie, ale co się dziwić jak się chodzi spać po 2 w nocy a wstaje o 7.30 🙂 Jednym z owoców tych dni jest chyba chęć wprowadzenie w moje życie choć chwili ciszy, refleksji nad życiem. Bracia pokazując mam różne powołania zawsze powtarzali że największym powołaniem jest powołanie do życia i świętości. Najbardziej podobała mi się pierwsza adoracja oraz konferencje o. Sergiusza (…). Choć nie wiem co tak naprawdę fascynuje mnie w życiu św. Franciszka i jego naśladowców, to wiem, że będę powracał do nich nie raz. Zachęcam każdego do przyjazdu do Centrum Młodzieżowo- Powołaniowego Trzej Towarzysze, a choćby tylko po to by zobaczyć namiastkę życia zakonnego.

   Pozdrawiam

   Mateusz, Ruda Śl.

 

   (sent: 24 lutego 2009)

 

   Wczoraj wróciłem z Chorzowa. Byłem tam na dniach rozeznania powołania u franciszkanów.
   Byłem tam pierwszy raz a czułem się jak bym był tam od zawsze. Trwały one od 02.02 (poniedziałek) do 06.02 (piątek). Plan był bardzo bogaty, nie było czasu ze by się załatwić, a to dobrze bo było wszystkiego dużo. Najbardziej podobały mi się adoracje, czułem się jak bym w objęciach Chrystusa, mogłem Mu powiedzieć co mnie dręczy, co czuje a On mnie wysłuchał i uleczył. Także podobały mi się tajemnice dnia czyli powołanie zakonne, kapłańskie, małżeńskie czy samotne. W każdym dniu rozeznawanie było inne poprzez gości którzy byli zapraszani, były to świadectwa życia małżeńskiego, kapłańskiego, braterskiego, jak każde z nich wygląda. Było to dla mnie bardzo poruszające i przepowiadające.
   Był to wspaniały czas!
   Dziękuje o. Sergiuszowi i br. Benignemu ze zechcieli mnie przyjąć i przybliżyć mi to Centrum Młodzieżowo-Powołaniowe "Trzej Towarzysze".
   Turus

 

   (sent: 8 marca 2009)

 

   List nadesłany po rekolekcjach dla maturzystów (26-30 stycznia 2009):

Maturzyści są w Chorzowie
Benek się przed nami chowie.
Siedemnastu nas tu było
W nocy nieźle się bawiło.
Sergiusz konferencje głosił
Patrzył na nas jak na łosi.
Jonasz w kinie, Jonasz na Mszy,
Izaak ma buty z zamszy.
Katowice Panewniki,
Jadymy do Bazyliki.
Mamy ludzi z zagranicy,
Naślemy na nich kibicy.
Izaak gniótł plastelinę,
I miał uśmiechniętą minę.
Sergiusz, Benek dwa bratanki,
Razem do Mszy i do szklanki.
Biskup Zimoń był w Chorzowie,
Izaak wam o tym powie.
Drogi Pawle i Krzysztofie,
Za patronkę ty masz Zofię.
Chociaż Zofii tu nie było,
Ale za to miło było.
A ojcowie spać nie mogli,
Bo byliśmy w nocy głodni.
Była mafia w saloniku,
Było i ze śmiechu siku.
Dzięki wam za wasze wsparcie,
Za modlitwy i za żarcie.
Stworzyliśmy własny chór,
Który dobrze robił hmmmm…..

 

   (sent: 30 stycznia 2009)

Zostaw komentarz