Listy od Was do nas – 2011 rok

   Listy nadesłane po Franciszkańskim Dniu Skupienia 20+ (21-23 października 2011):

 

   W Dniach Skupienia uczestniczyłem po raz pierwszy. Już o dłuższego czasu potrzebowałem tego typu spotkania, aby móc rozeznać swoje powołanie i chociaż w przybliżeniu zobaczyć jak wygląda życie zakonne. Przyznam szczerze, że od ok. dwóch lat zastanawiam się nad życiem zakonnym lub kapłańskim, nie wykluczam jednak tej trzeciej drogi jaką jest małżeństwo…

   Teraz może o samych Dniach Skupienia. Podczas tych (jak policzyłem) czterdziestu trzech godzin, miałem okazję otworzyć się i poznać wielu ciekawych ludzi: braci franciszkanów, braci cystersów i „zwykłych" uczestników DS-ów. Przede wszystkim tamten weekend był głębokim obcowaniem z Bogiem i drugim człowiekiem. Mogłem spotkać się z Panem na różne sposoby: w czasie mszy świętej, podczas osobistej i wspólnej adoracji Najświętszego Sakramentu, poprzez śpiew, modlitwę różańcową, rozważanie Pisma Świętego, konferencje prowadzone przez o. Idziego jak również poprzez zabawę.

   Czy warto było poświęcić ten czas na spotkanie z Bogiem i drugim człowiekiem? Myślę, że bez wątpienia. Powiem więcej, było to jedno z najciekawszych doświadczeń w moim życiu! Naprawdę nie ma tu ani słowa przesady. Mam nadzieję, że w grudniowych Dniach Skupienia także przyjdzie mi uczestniczyć. Pozdrawiam.

 

   Paweł z Katowic

 

(sent: 30 października 2011)

 

   Spotkałem ludzi o różnych osobowościach wywodzących się z różnych środowisk. Każdy z nich ma swoje wady, a przede wszystkim zalety. Każda osoba coś wnosi do tworzącej się na prawie dwie doby całkiem sporej społeczności wspólnotowej. Jest zatem szansa dowiedzieć się czegoś nowego o samym sobie poprzez rozmowy, spotkania, konferencje, różne formy rekreacji i modlitwy.

   Jest to miejsce dla poszukujących przede wszystkim prawdy i odpowiedzi na różne rodzące się w umyśle pytania, nad którymi niejednokrotnie człowiek nie ma możliwości się zastanowić, pozbawiając się w ten sposób istotnych być może odpowiedzi.

   Punktem centralnym całego wydarzenia, jaki dostrzegłem, była rozmowa. Rozmowa, w której każdy ma prawo i czas na zabranie głosu. Przekonałem się, że ciągle jeszcze istnieją ludzie skłonni dzielić się sobą oraz otwierać się na innych w pełnej życzliwości rozmowie, w której ja i mój interlokutor pozycjonujemy się w relacji partner – partner, mówiąc krótko – na równi.

   Natomiast zupełnym zaskoczeniem było dla mnie to, że pod koniec ostatniego dnia dało się nader wyraźnie wyczuć tą jakże niezwykłą, enigmatyczną, narastającą, zagęszczającą się i otaczającą zewsząd atmosferę pokoju… która podejrzewam, stała się udziałem niemalże wszystkich uczestników Franciszkańskich Dni Skupienia 20+.

   Na dniach skupienia byłem po raz pierwszy; mogę powiedzieć o przeżyciu zaskoczenia, pozytywnego zaskoczenia: radością, prostotą, a najbardziej wzajemnym szacunkiem jakim ludzie są w stanie obdarzać się nawzajem.

   DS'y to opcja dla tych, którzy wyczuwają, że życie może mieć inny smak, inny zapach i wygląd niż ten, który stał się być może przykrą codziennością zanurzoną w stagnacji własnej egzystencji. Jak również jest to opcja dla ludzi z natury radosnych i pogodnych, bo to jest istota duchowości franciszkańskiej, która jest w stanie przemienić wszystko i każdego czyniąc ludzi bliższymi sobie i Bogu. Warto było odrzucić różne obiekcje i sprawdzić to miejsce, zainwestować czas spotykając Boga radości, ducha modlitwy i ludzi już bliskich choć dopiero poznanych. Przeżyć własne katharsis, zawierając wiele nowych znajomości, rysując nowy obraz Boga we własnym sercu lub też upiększając ten już istniejący.

 

   Zdecydowanie polecam.

 

   Grzegorz z Chorzowa

 

(sent: 26 października 2011) 

 

   Wyruszając na dni skupienia, nie byłam pewna czy właśnie powinnam tam jechać. Długo się zastanawiałam i wahałam, ale ostatecznie zdecydowałam się na wyjazd.

   Rodzinna atmosfera i tak bardzo odczuwalna bliskość Boga pozwoliły mi dobrze przeżyć te dni. Nauka modlitwy Pismem Świętym to kolejne cenne, choć niełatwe, doświadczenie w moim życiu. Podczas adoracji zamykałam swoje usta, aby móc otworzyć serce i pozwolić Panu działać. W czasie tego owocnego przeżycia oddałam Jezusowi stery swojego życia. Podczas tych rekolekcji po raz kolejny Jezus uszczęśliwił mnie, umocnił moją wiarę i ufność w Bożą opiekę.

   To był piękny czas, będę się starała pielęgnować owoce z tego pobytu i będę wracała do momentów tego spotkania, jakich mogłam doświadczyć.

 

   Karolina z Ząbkowic Śl.

 

(sent: 24 października 2011) 

 

   List nadesłany po Franciszkańskim Dniu Skupienia 20+ (18-20 marca 2011):

 

   Mój drugi weekend w Chorzowie. Przyjechałam do centrum pełna niepokoju, ale zarazem nadziei. Pamiętam pierwsze Dni Skupienia i towarzyszące mi wtedy uczucia, jednak tym razem zapragnęłam czegoś więcej. Chciałam, by coś się we mnie obudziło, narodziło na nowo. Przyjechałam na siłę, bo wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale mimo wszystko miałam nadzieję, że może wreszcie uda mi
się spojrzeć na Jezusa.
   Przyjechałam na Ds-y dla św. Franciszka, bo to On jako pierwszy potrząsną mną kilka miesięcy temu. Dla Niego tu wróciłam… W piątkowy wieczór miał miejsce „maraton modlitewny": Słowo Boże, Droga Krzyżowa, kompleta…Dla mnie było to męką nie do zniesienia. Już w pierwszych chwilach chciałam uciec z kaplicy, a na drogę krzyżową w kościele poszłam, bo nie chciałam zostać z Jezusem sam na sam. Poszłam więc za tłumem młodych ludzi, ale nie zwracając uwagi na czytane słowa, czy stacje drogi krzyżowej. Po prostu szłam podziwiając wnętrze kościoła. Po chwili jednak stwierdziłam, że nie chcę iść dalej, zostałam daleko w tyle. Obudziły mnie słowa: Jezus umiera na krzyżu. Wcale mnie to nie przeraziło, a wręcz przeciwnie w myślach pojawiły si ę słowa: dobrze, że umarł, sam tego chciał. Nie rozumiałam ich i nie było to miłe uczucie, ale z drugiej strony zorientowałam się, że lepsza taka reakcja niż żadna. Jednak zmęczenie było coraz silniejsze, bo robiłam wszystko, by nie skupiać swej uwagi na modlitwach. Po komplecie w kaplicy br. Symeon zapytał mnie jak się czuję. Nie ukrywałam, że fatalnie i że dała bym wszystko by stamtąd zniknąć. Byłam już tak wykończona, że o 22.00 leżałam w łóżku. W sobotę do południa nadal byłam pełna niepokoju, złości i chęci ucieczki. Jednak na konferencji o. Tacjana nastąpił jakiś przełom, dziwny spokój… Z wielkim zainteresowaniem słuchałam czym jest pokusa i jakie są sposoby walki z nią. Słowa o. Tacjana były wyjątkowe, bo wlały w moje serce wiarę w to, że ta walka nie musi być przegrana, że jest sposób by wygrać z pokusą. Poczułam w sobie siłę do walki ze złem, które mnie ostatnio atakuje i nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do Jezusa. Jedynym momentem w którym zadrżałam było czytanie fragmentu z Pisma Świętego. Przeszły mnie dreszcze, ale ze wszystkich sił starałam się skupić na tym co słyszałam. Rozmowy w grupach poruszyły mnie dość głęboko. Trafiłam do grupy br. Symeona… to co tam usłyszałam, to co tam odkryłam było bardzo trudne, ale stało się też ogromnie pomocne. Dzięki świadectwu innych osób poznałam wiele cennych wskazówek jak wygrać, ale także jak nie poddać się w chwilach upadku. I za to z całego serca dziękuję grupie br. Symeona. Wieczorna adoracja chwilowo zaburzyła ten wewnętrzny spokój, nadzieja uciekła, znów pojawiła się złość oraz tak jak wcześniej chęć ucieczki. Pomocna okazała się obecność br. Bernarda, który siedział tuz obok mnie i z pewnością nie miał pojęcia jak wiele to dla mnie znaczyło. Były to trudne momenty walki i ucieczki od modlitwy. Przyszła jednak chwila, gdy poczułam się bardzo dziwnie. Zaczęłam wsłuchiwać się w słowa piosenki „ a teraz w siebie przemień to co jest moja nędzą" i choć zawieszona w próżni wciąż nie wiedziałam co się dzieje poczułam najgłębszy, wszechogarniający spokój jaki kiedykolwiek mogłam znać. Przepełniała mnie pustka, której się nie bałam. Brak jakichkolwiek myśli i uczuć. Od dawna nie czułam się tak spokojnie i bezpiecznie, na tyle, by zasnąć. Zasnęłam w samym środku adoracji, w samym centrum modlitwy, wśród obcych a zarazem tak bliskich mi osób. To było piękne uczucie o którego istnieniu już dawno zapomniałam. Tak jak dawniej Najświętszy Sakrament znów przyniósł mi pokój i poczucie bezpieczeństwa. Była to co prawda krótka chwila, ale pamięć o niej trwa do dziś. Była też piosenka, która wywoływała we mnie równie niezrozumiałe emocje jak w czasie drogi krzyżowej. Gdy usłyszałam słowa „Chwała Jezusowi, który za mnie życie dał… Tylko Jezus Panem jest" wpadłam w panikę. Zatykałam uszy i pragnęłam schować się w najdalszy kąt. Czułam się okropnie. Nie stać mnie jeszcze na osobista adorację i przebywanie z Jezusem sam na sam, ale tym razem już nie zadawałam pytań. Milczałam… Br. Symeon i cała wspólnota jakby w moim imieniu wyśpiewywała : „a teraz w siebie przemień to co jest moją nędzą" i poczułam, że jest to moja modlitwa ustami innych ludzi, mój hymn marcowych Dni Skupienia. Kolejnym i tutaj podkreślam, że najważniejszym dla mnie punktem DS-ów były „Rozmowy nocne Polaków". Byłam w drodze do pokoju DYSKRECJI , gdy na korytarzu spotkałam trzy osoby w trakcie rozmowy. Jak nigdy przyłączyłam się do dyskusji, która trwała aż do godziny 2.00. W tym czasie jeszcze z innymi osobami przebrnęliśmy przez tyle tematów, że aż sami byliśmy w szoku. Nie zabrakło rozmów o kapłanach, rodzinie, modlitwie a nawet homoseksualizmie. Nie krępował nas żaden temat, bo mieliśmy wrażenie jakbyśmy się znali od zawsze. Właśnie te nocne rozmowy i wsłuchiwanie się w każdą z obecnych tam osób wywarło na mnie piorunujące wrażenie. Kładąc się już spać wciąż nie mogłam wyjść z podziwu, czułam ogromna wdzięczność. Cieszyłam się, że miałam możliwość z Nimi porozmawiać, że dotrwałam do tego momentu, że BYŁAM z Nimi. To było jak elektrowstrząsy. Brak mi słów by wyrazić moja wdzięczność każdemu z osobna. Po nocnych rozmowach czułam, że coś się zmieni, że nie będzie już tak samo. Czułam, że każda z tych osób miała i nadal ma udział w moim duchowym przebudzeniu. Miałam tez swojego Anioła Stróża – Anię S. która czuwała przy moim boku w najtrudniejszych momentach- Eucharystii.
   Kończąc pragnę każdemu z osobna podziękować za obecność i choćby jeden uśmiech. Począwszy od o. Idziego, który zapisał mnie na listę (rezerwową 🙂 ) aż po kierowców z którymi wracałam do domu. I dziękuję o. Oktawiuszowi za ten znak krzyża uczyniony na moim czole… czuję Go do dziś.

   PS. Dzięki każdej z poznanych osób a tym samym dzięki marcowym DS-om moje serce zatęskniło za Jezusem… i zapragnęło powrotu w Jego Ojcowskie ramiona.

   Marzena z Bochni, 22.03.2011

 

(sent: 31 marca 2011)

 

   List nadesłany po Rekolekcjach dla maturzystów (16-22 stycznia 2011):

 

   Tegoroczne rekolekcje dla maturzystów odbyły się w jakże małym gronie, ograniczonym w zasadzie do minimum. Lecz to "minimum" składające się z pięciu osób, włączając w to grono o. Idziego, okazało się być wspaniałą przygodą i warunkiem do odnalezienia siebie.

   Jadąc tam nie byłam do końca przekonana o słuszności tej decyzji, ale teraz gdybym mogła to powtórzyłabym ten czas z pewnością i z nieukrywaną radością. Przezwyciężyłam kilka stereotypów, odzyskałam równowagę duchową i co najważniejsze nabrałam tyle dobrej energii do walki ze złem i z pokusami. Zaczęłam patrzeć na świat z innej perspektywy, otworzyły się przede mną kolejne drzwi, za którymi czekają mnie nowe doświadczenia. Doświadczenia, na które teraz jestem gotowa. Dopiero tam zrozumiałam jak wiele może dać na pozór zwykła rozmowa. Daje odpowiedzi na dotychczas ukryte gdzieś w nas pytania, na które tak bardzo pragniemy poznać odpowiedź lecz boimy zapytać się wprost.

   Każda konferencja o. Idziego miała coś tak szczególnego, że pomimo nieświadomości moich problemów czy rozterek, Ojciec trafiał w sedno sprawy. Pomimo tych punktów "rozkładu" rekolekcji, najważniejszą rolę pełniły posiłki.:) Były zawsze okropnie wyczekiwane, bo strasznie pyszne i śniadania np. trwały niekiedy ponad godzinę (!). To nas jeszcze bardziej skłaniało do rozmów i wspólnej pracy.

   W Centrum wszystko jest wspólne: problemy, radość, a nawet lodówka:)

   Odwiedziliśmy Braci w Panewnikach, co poprzedziło przygotowanie jakże wyśmienitej „lałurki od matórzystuf". W trakcie powstała również nowa wersja przepięknej piosenki br. Symeona.

   To był naprawdę owocny czas pod dosłownie każdym względem. Był czas na śmiech, na żarty, na jedzenie, na naukę, na skupienie się, na rozmowę z Panem, na rozmowę z którymś z Ojców. Na wszystko był czas i nikt nigdy nikomu nie odmówił pomocy.

   Radości, którą odczuwa się w tym miejscu nie da się opisać ot tak słowami. To trzeba przeżyć, ponieważ każdy na swój sposób odczuwa dane emocje i każdy ma inne problemy, inne pytania. Ale jedno jest zawsze pewne – wyjedzie się stamtąd z dozą prawdziwej franciszkańskiej radości i z dobrem w sercu!

  Jeśli ktoś ma pewne wątpliwości czy przyjechać do Centrum 3T to zapewniam, że są one bezpodstawne! Ja miałam takie same wątpliwości w roku 2007, gdy przyjechałam do 3T po raz pierwszy. Ale dziś nie żałuję tego kroku, bo tam jest mój prawdziwy drugi dom.:)

 

   Natalia z Rybnika (maturzystka 2011)

 

(sent: 7 lutego 2011)

Zostaw komentarz