Listy od Was do nas – 2013 rok

   List nadesłany po Weekendzie powołaniowym w Kobylinie (29.11 – 01.12. 2013 r.)

   Kochani.

   Jestem mocno wzruszony Waszą postawą. To cudowne przejechać 300 km i zobaczyć Żywy Kościół wśród rówieśników. Dziękuję, za świadectwo, które daliście swą postawą Na piątkowej modlitwie czułem płynącą od Was miłość do Chrystusa. Nie było to coś udawanego , lecz było to naturalne. Życzę Wam odwagi na drodze wiary. Niech każdy dzień będzie dla Was okazją do wzrastania w miłości do Jezusa Chrystusa Walczcie każdego dnia. Będę o Was pamiętał w modlitwie, a i Wy pamiętajcie o mnie. Niech duch św. Franciszka nadal napawa Was radością życia. Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy. Tu na ziemi, ale i przede wszystkim u Ojca w Niebie.

   Do zobaczenia !
   PS. Bóg Was kocha i jest z tej Miłości aż czerwony.
   Daniel z Mysłowic

 

(sent: 2 grudnia 2013)

 

   List nadesłany po Weekendzie powołaniowym dla dziewcząt w duchu św. Klary (14 – 16 czerwca 2013 r.)
 

   Na weekendzie powołaniowym byłam po raz pierwszy. Wcześniej miałam okazję być w centrum dwukrotnie na DS-ach i właśnie podczas mojego marcowego pobytu zrodziło się we mnie pragnienie aby pojechać na powołaniówkę.

   Chyba jak każdy tak i ja zastanawiam się co powinnam robić w życiu, do czego zostałam powołana. Podczas tego weekendu z ogromną mocą powróciły do mnie słowa proroctwa z przed dwóch lat. Głęboko do mnie dotarły i przez kilka następnych miesięcy miałam pewność, że były one skierowane do mnie i że moim powołaniem jest właśnie życie w zakonie. Potem jednak przyszły wątpliwości, nie zniknęły one do dziś ale znów na poważnie zaczęłam zastanawiać się nad ich treścią.  Podczas sobotniej konferencji padły słowa, że Maryja poszła do Elżbiety „sprawdzić Boga”. Przekonać się, czy rzeczywiście tak jest jak to powiedział. Ten weekend z pewnością był dla mnie takim czasem. Nie mam pewności gdzie powinnam iść, z jednej strony czuję, że ciężko było by mi to wszystko po ludzku mówiąc zostawić. Odciąć się całkowicie od swojej przeszłości, zainteresowań… Zamknąć to wszystko. Z drugiej strony tak dobrze się tam czułam, tak bardzo chciałabym oddać się Mu całkowicie, ofiarować Mu wszystko. Kiedy klęczałam w kaplicy tak wielka radość pojawiała się w moim sercu na myśl, że życie zakonne może być moim powołaniem… Jestem wewnętrznie rozdarta i nie wiem co powinnam wybrać ale wiem, że mam jeszcze czas i że On poprowadzi. Cieszę się, że mogłam tam być, spędzić ten czas z Wami i oczywiście z Nim, dziękuję za wspólne modlitwy, rozmowy i pieczenie babeczek 🙂

   Chwała Panu!

   Agnieszka

 

(sent: 28 czerwca 2013)

 

   Listy nadesłane po Franciszkańskim Spotkaniu Młodych w Kobylinie (1-4 maja 2013 r. – PWZ FRA)
 
   Poznałam niesamowitych ludzi (uzdolnionych muzycznie i wokalnie, wesołych, szczerych).
   Tam nikt nikogo nie udawał. Wspólne modlitwy, śpiewy, tańce, śmiech a nawet łzy pokazały wszystkim jak wspaniali są ludzie którzy idą za Jezusem.
   Znaleźliśmy się tam wszyscy bo ON nas łączy.

   Spotkanie młodych bardzo wiele mnie nauczyło. Stałam się odważniejsza. Wcześniej wstydziłam się śpiewać, mówić co myślę. A na tym czuwaniu gdy zobaczyłam, że to chłopaki są szybciej przy mikrofonie i że to ta płeć, która zazwyczaj ma wszystko gdzieś wypowiada się w niezwykły sposób o naszej drodze pomyślałam że to moje miejsce, wśród tych ludzi. Nie lubię dołączać do grupki, która się już jakoś zna i ma wspólne przeżycia a tam to wszyscy przyjęli mnie. Staliśmy się wspólnotą. Nikt nie chciał opuszczać tego miejsca.

   Mam poważne problemy zdrowotne. Moje życie jest na krawędzi. Nie powinnam tańczyć a jednak w tych dniach myślałam, że chcę być szczęśliwa.
   To było niesamowite przeżycie i moje największe marzenie by móc się tak bawić. Franciszkańskie spotkanie ,,powiedziało mi " – ŻYJ.
   Muszę uważać na zdrowie, ale wtedy nie pomyślałam ani chwili o chorobie. Ci ludzie oderwali mnie od rzeczywistości. Nie żałuję niczego. I jestem bardzo WAM wdzięczna 🙂

   Karolina

 

(sent: 8 maja 2013)
 
   Co dało mi Franciszkańskie Spotkanie Młodych? Wszystko 😉 dzięki niemu mogłam oderwać się od rzeczywistości, chociaż na chwile zapomnieć o problemach życia codziennego. Poznałam fantastycznych ludzi którzy maja taki sam cel jak ja – życie wieczne. Poznaliśmy jak wielka wartość ma cisza w życiu człowieka, podczas której zastanawialiśmy się, co Bóg chce nam powiedzieć. Oby więcej takich spotkań! Chwała Panu! 😉

   Żaneta

 

(sent: 8 maja 2013)
 
   Uczestnictwo w PWZ FRA było niezwykłym przeżyciem. Pozwoliło mi bliżej poznać osobę świętego Franciszka.  Dzięki niemu mogłam także poznać wielu wspaniałych ludzi którzy się tam znaleźli. Dodali mi oni odwagi aby nie wstydzić się swojej wiary tylko odważnie się do niej przyznawać. Atmosfera tam panująca była fantastyczna i sprzyjała głębokiej refleksji oraz zbliżała do Boga. Uważam, że wzięcie udziału we Franciszkańskim Spotkaniu Młodych było wspaniale spędzonym czasem i przeżyciem, które zaowocuje w przyszłości.

   Karolina

(sent: 8 maja 2013) 
 
   Bardzo dużo dały mi te rekolekcje. Zmieniło się moje zachowanie przy Ołtarzu, jestem bardziej skupiona na Mszy, szczególnie podczas przeistoczenia nie mogę oderwać wzroku. Cieszę się, że mogłam pogłębić swoją wiarę ze św. Franciszkiem i jeszcze bardziej zaufać Bogu… Myślę nawet o byciu zakonnicą, tak się zmieniła moja miłość do Boga. Bardzo się cieszę z tego powodu 😉 Nie mogę pominąć faktu, że pierwszy raz na mojej drodze życia spotkałam tak wspaniałych ludzi.

   Pozdrawiam 😉

(sent: 8 maja 2013) 
 
   Nigdy nie czułam się tak wspaniale jak na PWZ FRA, Bóg objawił mi się tam w ludziach. W Was, kochani przyjaciele. Otrzymałam od Was tyle ciepła. Każdy uśmiech, słowo, gest, każde przytulenie napełniało Bożą miłością. Zaowocowało to gorącym pragnieniem by żyć wzorem św. Franciszka:
   „Panie uczyń nas narzędziem Twojego pokoju […] Spraw, abyśmy mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać; nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć; nie tyle szukać miłości, co kochać; albowiem dając – otrzymujemy…” Byliście dla mnie żywymi świadkami Jezusa i to przemieniło moje serce.  Za to wszystko CHWAŁA PANU!

Agnieszka Gilner – z Centrum „Trzej Towarzysze”

 

(sent: 8 maja 2013)
 
   Szczęść Boże!

   Mam 15 lat. Kiedy przyjechałam do Kobylina, trochę zdziwiło mnie mało liczne przybycie moich rówieśników. Mimo to, już wkrótce poczułam się jak w domu. Pewnego razu stałam samotnie w 'biurze' i nagle jedna z przechodzących osób powiedziała do mnie: "Dobrze, że jesteś"- niby to słowa tak banalne, a bardzo mnie uszczęśliwiły. Czułam się tak, jakby to Bóg do mnie przemówił.
   Kiedy ostatniego dnia mieliśmy modlitwę na łonie natury, moje Pismo Święte zostało w walizce. Wtedy podszedł do mnie jeden z ojców i powiedział po prostu: "Weź moje". Kolejny prosty gest, a tak wiele mnie nauczył. I od tamtej pory jeszcze bardziej staram się dzielić ze wszystkimi. Ten sam ojciec po filmie o Marii Goretti rzekł, że jestem podobna do aktorki grającą tą świętą. Nie byłam przekonana, więc wtedy powiedział: "A może bardziej do Jezusa?". Bardzo bym tego chciała. Powinnam już kończyć, ale najwyżej nikt tego nigdy nie przeczyta.
   Kiedy moja grupa jechała pociągiem z Rawicza, okazało się, że nie ma z nami opiekuna. Bardzo się tym przejęłam, zaczęłam płakać. I wtedy, mając rękę w torbie, natknęłam się na różaniec. Wyjęłam go bez wstydu (było to też dla mnie takie małe świadectwo wiary), widząc na sobie obce spojrzenia – koleżanki myślały, że śpię, bo się nie odzywałam. Odmówiłam różaniec. I to mi pomogło. Poczułam, że "jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam". Pisałabym jeszcze wiele, ale jak powiedziałam już jednej osobie: nie da się tego wszystkiego wyrazić słowami. Cieszę się, że przyjechałam do Kobylina, mam nadzieję na kolejne takie spotkanie. Bóg zapłać za wszystko.

 

(sent: 8 maja 2013)
 
   Jadąc do Kobylina tak na prawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Spotkania podobnego do naszych Chorzowskich DSów, czy może czegoś innego? Jednak to, co najbardziej mnie zawsze zaskakuje, to otwartość ludzi. W tej atmosferze łatwiej dostrzec Boga, nie tylko w drugim człowieku, ale również w naturze, tym co On nam dał (najbardziej podczas godziny rozważania w ciszy w ostatni dzień). Wszystkie modlitwy, adoracje, śpiewy i tańce dają takiego kopa, że chce się więcej i chce się wracać! Niesamowite jest to, że my (ludzie z Chorzowa) tak mocno zintegrowaliśmy się z ekipą z Kobylina! A to były 4 dni…
   Za każde doświadczenie Jego obecności wśród nas i ciepłe przyjęcie w Kobylinie CHWAŁA PANU!

   Marysia 🙂
   P.S. Miało być krótko, ale o PWZ FRA można by pisać i pisać 😉

(sent: 8 maja 2013) 
 
   Pokój i Dobro!
   hmmm… czym PWZ było dla mnie? Na pewno ogromnym przeżyciem. Nie spodziewałam się, że może być aż tak fantastycznie. Jak już to ktoś stwierdził Kobylin to nie miejsce – to ludzie, którzy to stworzyli. Ludzie, którzy są cudowni, a przede wszystkim otwarci na drugiego człowieka, którzy nie wstydzą się swojej wiary. Był to czas przepełniony modlitwą i radością. Był czas na wszystko na poznanie się, rozmowy, pogłębienie wiary. Czas niezapomniany. Te zaledwie kilka dni, a tak mogą zmienić człowieka, dać tyle nowej pozytywnej energii do tego by iść w świat i głosić Chrystusa. To miejsce i ten czas pokazały, że są w świecie jeszcze ludzie, którzy chcą iść  za świętym Franciszkiem, za Chrystusem, że nasza wiara nie umiera, że jest wciąż aktualna i trzeba iść z nią w świat, "bo żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało". To wielka nauka, takie naładowanie duchowych baterii, wystarczy teraz tylko powiedzieć: "Oto ja, poślij mnie" i w drogę!!!
 

(sent: 8 maja 2013)

 

   List nadesłany po Franciszkańskim Dniu Skupienia "Alwernia" (5 – 7 kwietnia 2013 r.):

 

   Postanowiłem napisać moje świadectwo z tych DS od razu, w ten sam dzień tj. w niedzielę 7 kwietnia. Jak po każdych DSach czuję pewien niedosyt. Niedosyt śpiewania na chwałę Pana, niedosyt Boskiej miłości, niedosyt przyjaźni bliźniego. Żałuję że nie dałem rady porozmawiać z każdym choć chwilki, poświęcić czasu każdemu. Ja odbieram ten czas trochę inaczej niż większość uczestników dni skupienia. Dlatego że jako gitarzysta skupiam się głównie na muzycznym aspekcie uwielbienia Boga. Bóg najbardziej do mnie przemawia w muzyce, wsłuchując się, śpiewając czuję się najlepiej, czuje że tego pragnie Pan ode mnie żebym grał na Jego chwałę. Czasem wydaje mi się że muzyka jest tak niesamowita że sam Bóg ją wymyślił, że Bóg stwarzając świat śpiewał. Za każdym razem, są to niesamowite 3 dni mojego życia, kiedy mogę rozwinąć skrzydła, poczuć że jestem wolny w Panu. Z niecierpliwością czekam na kolejne DS, żeby naładować się tą Bożą miłością, która żyje wśród nas.

   Uwielbiam Was, Ojcze Idzi i Ojcze Izaaku, za to że robicie coś tak wielkiego, że jesteście i pokazaliście mi że Bóg żyje, właśnie wtedy gdy wątpiłem w jego istnienie. Pozostanę wam wdzięczny do końca życia.
   Z wyrazami szacunku i miłości
   Słowik 🙂

 

(sent: 10 kwietnia 2013)

 

   Listy nadesłane po Dniach Rozeznania Powołania (18-22 lutego 2013 r.):

 

   "[…]Trzej bowiem dają świadectwo"
   1J 5,7

   Do Centrum trafiłem z czystej ciekawości, w pogoni za przeżyciem rekolekcji z prawdziwego zdarzenia. Takich typowo tematycznych. I gdy jak co roku w parafii na Klimzowcu zobaczyłem plakat reklamujący Dni Rozeznania Powołania, nie wahałem się jak rok temu. Od razu chwyciłem za telefon i zgłosiłem się do o.Idziego. 

   Rok wcześniej………..

   Nie powiem, przyszedłem tu z nie małą obawą. Kogo poznam? Jakie tematy będziemy poruszać?- zadawałem sobie bezsensowne pytania. I jeszcze ten słynny syndrom "nóg z waty", kiedy dzwoniłem na domofon. Jednak o.Idzi przyjął mnie bardzo ciepło i zaraz po rozpakowaniu poczułem takie pragnienie modlitwy w kaplicy. I tam się zdarzył (moim zdaniem) cud- przełamanie wewnętrznego głosu: "Po co tu przyszedłeś? ". Uświadomiłem sobie wtedy, że nie mam się czego bać, bo skoro mieszkam z Panem Bogiem pod jednym dachem, to co ma mi zagrażać???

   W tym roku już nie miałem obaw co do wyboru rekolekcji. Wcześniej nie lubiłem takiego typu zgromadzeń, a tu ojciec Idzi traktował każdego pojedynczo. Z każdym mimo 4 wspólnych dni miał czas porozmawiać, czy napić się kawy.

   Dobrze, że gdzieś w Polsce jest takie miejsce, gdzie można przeżyć rekolekcje, które na długo wpadają w pamięć.
   PRZYJEŻDŻAJCIE- JEST DUŻO MODLITWY ORAZ ŚMIECHU!!!!!!!!!!!!!!!!!

   PAX ET BONUM!!!!!!!!!

   Szymon z Chorzowa
   Parafia św. Franciszka z Asyżu

 

(sent: 8 marca 2013)

 

   Bakusiowe świadectwo z wizyty u "Czekoladowych Braci".
    Im bliżej było rekolekcji, tym bardziej narastały pytania "Kurczę, po co ja tam jadę?", "Gdzie ja w zakonie?". Te nurtujące pytania narastały i nasilały się, ale dziś już wiem, że nie pochodziły od Boga, tylko od tego, który próbuje nas zwieść na złą drogę.

   Czas tych rekolekcji to był dobrze spędzony czas. Cieszę się, że na nie trafiłem, ponieważ gdybym nie zjawił się w bramach klasztoru na Klimzowcu, to pewnie zmarnował bym tydzień ferii. Pierwszy owoc tych rekolekcji, to na pewno poczucie dobrego wykorzystania czasu. Może wydawać się Wam to śmieszne, ale dla mnie to nie jest takie łatwe, by tego czasu nie marnować. Co po raz kolejny mnie urzekło, to spotkanie Boga w drugim człowieku. Uczestnicy rekolekcji, jak i prowadzący je, byli niezwykle otwarci. Wyraźnie powiał duch św. Franciszka, bo i humoru nie brakowało.

   Rekolekcje powołaniowe rozwiały moje wszelkie wątpliwości, jeśli chodzi o to, jak wygląda życie zakonne. Chodź nie wiem jeszcze ostatecznie, którą drogą pójdę, to wiem, że jeśli będę trzymał się bliska Pana Jezusa, to dobrze odpowiem na Boże wołanie, a tym samym spełnię swe powołanie. Bo powołanie, jest właśnie naszą odpowiedzą na wołanie. Wołanie zawsze pochodzi od kogoś.

   Na koniec dodam, by nie bać się jechać do Trzech Towarzyszy. Centrum to pozwala rozeznać powołanie, a nie jest swego rodzaju werbunkiem do wspólnoty Franciszkańskiej. Po wizycie tam, nic złego Ci nie grozi 🙂 .

 

   Bakuś

 

(sent: 7 marca 2013)

 

   Czy można znaleźć się przypadkiem w centrum powołaniowym, akurat w momencie gdy mój świat staje na głowie, a cała historia, układając się jakby w logiczną całość, dzieje się bez mojej zamierzonej ingerencji…?
   …nie, nie …nie wierzę w przypadki
   Wątpliwości? Niby ludzka rzecz, ale przed rekolekcjami dawały o sobie znać wyjątkowo dobitnie. Po co właściwie ja tam mam jechać? Przecież nawet gdyby to ja nie dam rady. To  na pewno nie dla mnie. Nie odnajduję się w tym… i wiele wiele innych, brzmiących jak potężny dzwon, nie dając spać. Lęk i narastająca pokusa rezygnacji bierze górę, właściwie to już sam nie wiem co, albo raczej Kto mnie po wstrzymuje od dezercji.
   Już jedne z pierwszych kroków zaprowadziły mnie do kaplicy i w końcu, na tę jedną chwilę, zapanował w moim sercu upragniony spokój. "Jezu w Tobie jest Światło. Ufam Tobie".
   Nie wiem czy każdy przeżywa to podobnie, ale ja czułem się jak wahadło. Budząc się rano jasny umysł podpowiada TAK, żeby parę chwil później zaprzeczać wykrzyknikiem. I tak w kółko.
   Wielokrotnie w przeszłości studiując Pismo Święte, zastanawiałem się czy ja, na tak oczywiste wezwanie Pana Jezusa poszedłbym za Nim rzucając wszystko. Dzisiaj tego doświadczam i wszystkie moje przemyślenia biorą w łeb. Są niczym więcej, jak jałowymi kalkulacjami, pisanymi w ciepłym łóżeczku, z pełnym brzuszkiem i spokojnym umysłem. Życie jednak weryfikuje.
   Wiedziałem że muszę z kimś porozmawiać. Z kimś, w moim rozumowaniu, kompetentnym. Taką osobą okazał się o. Idzi, który mam wrażenie od razu zauważył mój niepokój, cierpliwie czekał aż sam przyjdę porozmawiać. Jednak z moją skrytą naturą było to raczej, hmmm… mało prawdopodobne, żeby nie powiedzieć niemożliwe. Jak to dobrze gdy człowiek trafi w dobre ręce, nie dadzą mu zginąć. Oczywiście do rozmowy doszło i nie tylko z o. Idzim, ale również z nowo poznanymi kolegami, którzy naprawdę trochę oczyścili mój umysł, za co w tym miejscu dziękuję.
   O samych rekolekcjach słów kilka: Wspaniały czas poświęcony Bogu, dużo wspólnej modlitwy, konferencje rozjaśniające ciemny umysł, niesamowity miks ludzi i ich charakterów, a nad tym wszystkim rękę trzyma kipiący humorem i służący dobrą radą o. Idzi, o. Izaak i cała reszta wspólnoty Franciszkańskiego Zakonu. Po prostu jeżeli chcesz poznać dobrych ludzi, to jest to jedno z tych miejsc do którego powinieneś/-aś przyjechać.
   A dla mnie rekolekcje to właściwie dopiero teraz rozpoczynają się na serio. Z ufnością, w głębokiej modlitwie zawierzam się w ręce Pana Jezusa, to On poprowadzi mnie właściwą ścieżką, a pamiętając że jeżeli już: "to nie ja mam powołanie, lecz powołanie ma mnie" postaram się dzielnie nią kroczyć.
 
Sebastian

 

(sent: 5 marca 2013)

 

   Młody człowiek na rozstaju dróg; szukający tej jedynej, tej właściwej, tej Bożej. Myślę, że jest to nieobcy temat dla niejednego. Co jest najlepszym wyjściem, kiedy głowa puchnie od myślenia, kiedy wewnątrz czujemy burzę i totalne rozstrojenie? Moim zdaniem przyjazd na dni rozeznania powołania do Chorzowa. Nie jest to w żadnym wypadku reklama dla samej reklamy, ale szczere polecenie miejsca, w którym człowiek może się zatrzymać na chwilę i poukładać sobie swoje życie. Były to moje pierwsze takiego typu dni i powiem, że dzięki bardzo dobremu przygotowaniu Ojca Prowadzącego (O. Idziego) wiele kwestii zostało uporządkowanych. Rekolekcje odbywały się w klasztorze, więc towarzyszył nam przede wszystkim duch modlitwy, wykładów i kazań od tej pobożnej strony, jednak jedna konferencja dotyczyła sfery psychologicznej, co służyło lepszemu zrozumieniu pewnych procesów, które zachodzą w człowieku. Najbardziej dało się odczuć życie zakonne w naszych poszukiwaniach, ale za każdym razem punktem wyjścia były 3 drogi – kapłaństwo/zakon; małżeństwo i powołanie do bycia samemu. Moim zdaniem te rekolekcje dają wspaniały "zestaw narzędzi" do wykonania naszej indywidualnej pracy, przed którą nie możemy się bronić, bo nikt za nas tego nie zrobi. Poza tym, na takich rekolekcjach człowiek czuje, że z poszukiwaniem drogi w życiu nie jest sam, że koledzy w jego wieku też szukają, też się zmagają, co dodaje trochę otuchy. Z osobistego doświadczenia polecam także indywidualne towarzyszenie, które proponuje Centrum Trzej Towarzysze, ponieważ pomaga ono dobrze wykorzystać owe narzędzia z rekolekcji. Każdemu wahającemu się przed podjęciem decyzji co do wybrania się do Centrum 3T chciałbym życzyć z całego serca odwagi, ponieważ jest ona niezbędna w czasie poszukiwania, w czasie rozeznawania, w drodze do Szczęścia.

Mateusz Kogut

 

(sent: 5 marca 2013)

   Cieszę sie, że było mi dane brać udział w spotkaniu " Dni rozenania powołania dla chłopców " w duchu franciszkańskim, odczucia jak najbardziej pozytywne. Życzliwa i pomocna atmosfera, napewno pomaga w odnalezieniu swojego właściwego powołania. Pomaga to także naładować swój duchowy akumulator :), jeśli nie wierzysz sprawdź to sam !!!

Rafał " Łodziak " 27 lat

 

(sent: 27 lutego 2013)

 

   Listy nadesłane po Rekolekcjach dla Maturzystów (11-15 lutego 2013 r.):

 

   Zacznę może od tego, że przed tymi rekolekcjami z jednej strony bardzo się cieszyłem, że odwiedzę Centrum po tak długiej przerwie, spotkam się z o.Idzim, będę miał ustalony program dnia (nie będę marnował czasu na byle co J ). Z drugiej strony miałem obawy, wątpliwości – czy to jest odpowiednie miejsce na spędzanie ferii? Czy będą fajne osoby? Strasznie trudno było mi się wybrać na te rekolekcje, a gdy już byłem w drodze do Centrum to pamiętam, że okropnie się bałem…

 

   Nie wiem czy dokładnie pamiętam… zdaje mi się, że rekolekcje dla maturzystów rozpoczynały się o 18.;) Już na samym początku Ojciec na nas czekał w przedsionku 😉 Miło było znów Ojca zobaczyć po długiej przerwie. Rozpoczęcie rekolekcji zaczęło się od kolacji 😉 milej nie mogło się rozpocząć 😉 Po jakimś czasie przebywania w Centrum (ok. godzinki) wszystkie moje lęki, zatroskania ustąpiły 😉 Od tej pory czułem się swobodnie i każda kolejna chwila, każda minuta była dla mnie coraz lepsza;).

 

   Co najbardziej zapamiętałem z rekolekcji?

 

  1. Konferencje – bardzo ciekawe, każda pasowała do mojej osoby, czułem, że każda jest skierowana osobiście do mnie i się mnie tyczy, chociaż było poza mną jeszcze 6 osób. Były pełne powagi, dotyczyły ważnych spraw. Czasem powaga zamieniała się w uśmiech, choćby przy słowie ”Abulia”, czy przy zdaniu, że człowiek kształtuje swoją osobowość do 35 roku życia. Konferencje były dla mnie zapleczem wiedzy, gdy połączyłem je z modlitwą nakreślały mi jakieś plany, malutkie cele 😉
  2. Modlitwa (czas na modlitwę) – dzięki rekolekcjom miałem okazje się wyciszyć, skupić się wyłącznie na modlitwie. W życiu codziennym nie mam okazji się tak wyciszyć jak tam, tak dokładnie się skupić. Niestety, nawet jak chcę, zawsze ta modlitwa wygląda inaczej, czy to mnie coś rozproszy, czy moje myśli uciekają do bieżących spraw, gdy kładę się spać – modlę się i zasypiam (czyli w pełni się nie modlę) zdarza się niestety, że zapomnę o niej ;( W Centrum znalazłem czas na wszystko, a szczególnie na modlitwę. Byłem w pełni skupiony i wyciszony. Poczułem to złączenie z Panem Bogiem. Tylko On i ja, i nikt więcej. W życiu codziennym strasznie mi tego brakuje – takiej prawdziwej modlitwy.
  3. Sakrament Pokuty i Pojednania – nadzwyczajny 😉 Żal za grzechy, rozmyślanie, nowe siły, rozmowa, wystarczająco dużo czasu aby dokładnie pomyśleć co się uczyniło – nie tak jak zazwyczaj, że (ok.5 min. zazwyczaj te same słowa spowiednika, brak indywidualnego podejścia do osoby spowiadającej się). Kilka tych wyrażeń określają tą całą nadzwyczajność tego sakramentu, którego mi udzielono podczas pobytu na tych „Świętych” jak dla mnie rekolekcjach 😉
  4. Eucharystia – Dla mnie osobiście był to Wielki Dar, że mogłem codziennie uczestniczyć we Mszy Św. Ogromnie się cieszyłem, że mogę przeżywać Mszę Św. W łasce uświęcającej, z czystym sercem. Wyrażając swoją modlitwę również w piosenkach młodzieżowych, które były grane na gitarze.
  5. Wspólne rozmowy, wspólne spędzanie czasu, wspólne oglądanie filmów – Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że dzięki tym osobom, które spotkałem na rekolekcjach czułem rodzinną atmosferę. Tak strasznie się z nimi zżyłem. Po ostatnim filmie, który był wyświetlany w przedostatni dzień rekolekcji „Droga życia” tak mi się smutno zrobiło, że już jutro się skończy wszystko to co dobre. Mogę w sekrecie napisać,  że naprawdę się wzruszyłem, aż mi łezki poleciały, gdy sobie pomyślałem, że jutro to będzie znów szara, zwykła codzienność. W tym miejscu chciałem PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM OSOBOM, KTÓRE MNIE OTACZAŁY PODCZAS TYCH WSPANIAŁYCH REKOLEKCJI 😉 A co do filmów – świetnie dobrane do rekolekcji, z przesłaniem akurat dla maturzystów, oba znajdują się u mnie na czele najlepszych filmów jakie dotychczas widziałem.

 

Co mnie przeraziło na rekolekcjach?

 

Tylko jedna rzecz:

Na Adoracji Najświętszego Sakramentu wypisałem sobie swoje plany na najbliższą przyszłość zgodnie z poleceniem (jeszcze nigdy nie robiłem tak dokładnego planu jak wtedy) wręcz byłem troszkę z siebie dumny, że tak sobie wszystko poukładałem, zaplanowałem, ustatkowałem 😉 Po Adoracji na jednej z ostatnich konferencji o. Idzi powiedział, że to co sobie wypisaliśmy, mamy to podrzeć i zaplanować wszystko od nowa – zgodnie z tym czego się nauczyliśmy przez cały pobyt na rekolekcjach. Wtedy doznałem szoku i byłem zakłopotany bo uświadomiłem sobie, że nie wiem co mam robić dalej, nie mam żadnego pomysłu na swoje życie. W pierwszej chwili załamka totalna i panika, ale „Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło” – dzięki tej reakcji wstrząsowej nauczyłem się planować małymi kroczkami. Nie wszystko od razu, ale konsekwentnie krok po kroku – które po jakimś czasie dadzą upragniony efekt. 😉

 

Podsumowując:

poczułem bliskie spotkanie z Panem Bogiem 😉

 doznałem pięknej miłości i dobroci od Pana Boga i od bliźnich 😉

– każdy dzień był dla mnie wyjątkowy 😉

– nie popadłem w rutynę dnia codziennego 😉

– nauczyłem się i dowiedziałem się nowych rzeczy 😉

– spędziłem przepiękny tydzień, jeszcze nigdy nie miałem tak fajnych ferii jak w tym roku – nawiązałem nowe znajomości 😉 Teraz mogę spokojnie powiedzieć, że    mam znajomych w Chorzowie, Lędzinach , a nawet na Kaszubach w przepięknej malowniczej miejscowości o nazwie Ostrzyce 😉 Z paczką z Ornontowic pogłębiłem jeszcze bardziej nasze relacje 😉 TRZEJ TOWARZYSZE CONNECTING PEOPLE!!!!!! 😉

– chciałem okrzykiem wyrazić moją radość; OFM GÓRĄ!!!!!!!!! 😉

 

   JESTEM BARDZO WDZIĘCZNY ZA OKAZANĄ MI DOBROĆ!!!!

   Swoje podziękowanie wyrażam MODLITWĄ.

   CHWAŁA PANU!!!

 

Pozdrawiam!!!

Bartek Nowicki 

 

P.S Z góry przepraszam za błędy stylistyczne, w konstruowaniu zdań. Mam nadzieję, że wszystko jest jasno przekazane. No i jeżeli by się znalazły jakieś błędy ortograficzne to również za nie przepraszam 😉 Zapomniałem jeszcze dopisać, że jak wróciłem do domu, to tak wszystko dookoła szybko płynęło, taki był ruch i harmider, a ja byłem tak wyciszony 😉 Nie umiałem się wręcz opamiętać i dojść do siebie, tak te rekolekcje zrobiły na mnie wrażenie 😉

 

(sent: 22 marca 2013)

 

   Ferie zimowe u Franciszkanów- Rekolekcje dla maturzystów. Dlaczego? 
   Aby na chwilkę zatrzymać się, udoskonalić życiowy plan…
   Czy udało się? Oczywiście, że tak. 5 dni wśród wspaniałych ludzi, a przede wszystkim w bliskości Pana Boga, pozwoliły przemyśleć wiele kwestii.
   Poprzez konferencje prowadzone przez O.Idziego nie zmieniłam swoich planów na przyszłość, ale zmieniłam perspektywę patrzenia na własną osobę oraz na to wszystko co mnie otacza.
   Wydawać by się mogło, że podczas rekolekcji plan będzie napięty, bez chwili wytchnienia.
   A jednak było inaczej. Każdego dnia znalazł się czas na rozmowę, śpiewanie czy zerknięcie do książek.
   Ogromne podziękowania należą się O.Idziemu, O.Izaakowi i każdemu uczestnikowi z osobna, za obecność, za każde słowo, za każdy uśmiech i wspólne przygotowywanie posiłków. 
   Polecam wszystkim przyszłym maturzystom taki sposób spędzania ferii zimowych przed najważniejszym egzaminem w życiu. 

Maturzystka Ania  /Chorzów/

 

(sent: 5 marca 2013)

 

  Pomysł organizacji rekolekcji specjalnie dla maturzystów sam w sobie jest już dobry. Młody człowiek w przededniu egzaminów potrzebuje chwili dla refleksji i przemyśleń, uporządkowania paru spraw z samym sobą i ogarnięcia natłoku myśli jaki przesypuje mu się po całej głowie. Czasu na to na pewno nie zabrakło. Myślę, że starania o. Idziego w postaci konferencji, czy nawet mniej górnolotnych słów też wydadzą swój owoc ale to już zależnie od każdej osoby, bo chyba każdy dla siebie wyłowił z nich coś innego.
    Niewątpliwie rekolekcje nie rozwiążą problemów z nauką, brakiem motywacji czy innymi przeciwnościami z jakimi rok w rok borykają się ludzie na ostatniej prostej w szkole średniej ale chyba nie o to w tym chodzi. Bardziej sensem tego czasu jest wykształcenie właściwego podejścia do siebie i matury, bo do nauki to trzeba po prostu się zabrać samemu.

/Roman – maturzysta/

 

(sent: 25 lutego 2013)

Zostaw komentarz