Listy od Was do nas – 2014 rok

   Świadectwo po nocnym czuwaniu w intencji maturzystów i o nowe powołania (4-5 kwietnia 2014 r.)


DAJ SIĘ ZASKOCZYĆ.

 

W miniony I-szy piątek miesiąca uczestniczyłem w nocnym czuwaniu u franciszkanów w Panewnikach. Tematem przewodnim czuwania były słowa – „Daj się zaskoczyć”. Czy chodziło o zaskoczenie przez kogoś na czuwaniu, a może zaskoczenie samym czuwaniem? Cóż, myślę, że jakby wszystkie myśli zebrać w jedną całość, to jest możliwość doszukania się sensu.

Zaskoczenie czyjąś postawą, zaskoczenie modlitwą, zaskoczenie świadectwem, zaskoczenie atmosferą, i tak można podać wiele przykładów zaskoczeń. Zaskoczenie objawia się zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Ważnym jest, aby to zaskoczenie pochodziło bezpośrednio od Boga. Daj się zaskoczyć Bogu, czy to świadectwem, czy atmosferą, czy modlitwą – mówił jeden z braci franciszkanów.

Nic mnie nie zaskoczyło – moc świadectwa

Ktoś powie – „dajcie spokój, mnie nic nie zaskoczy, niby jak?”. Pomocny w odkryciu zaskoczeń, działania Boga w naszym życiu, jest drugi człowiek. Właśnie przez wsłuchanie się w świadectwo drugiej osoby wysnujemy wnioski i uświadomimy sobie – w jak prosty sposób Bóg zaskakuje innych w codziennym życiu. „Zaraz, zaraz. Zdarzyła mi się podobna sytuacja” – pomyślimy. Osoba podobna do mnie, w zbliżonym wieku, nie wyróżniająca się w tłumie niczym szczególnym, została zaskoczona przez Boga, może i została nawrócona, uzdrowiona. Może Bóg też mnie zaskakuje, a ja tego nie dostrzegam? Co zmienić w swoim życiu, aby dać się zaskoczyć?

Właśnie tak świadectwo daje możliwość refleksji nad własnym życiem i postępowaniem, motywuje do działania. Świadectwo może być dla innych przykładem do naśladowania, może być pierwszym krokiem do nawrócenia, świadectwo jest namacalnym przykładem zaskakiwania nas przez Boga. „Jestem bardzo słabym człowiekiem, jestem słabym mężem, jestem słabym ojcem, wiele spraw zawaliłem w życiu, ale Bóg cały czas daje mi szansę i wyciąga z największego bagna” – mówił podczas czuwania Dariusz Basiński, aktor filmowy i teatralny.

Adoracja, rachunek sumienia, spowiedź

Krok po kroku, po świadectwie nadszedł czas, aby spojrzeć Bogu w oczy, porozmawiać z Nim – tak na serio. Nabożeństwo rozpoczął biskup tamtejszej archidiecezji katowickiej – Wiktor Skworc. Przez dłuższy czas trwała adoracja przy wystawionym Najświętszym Sakramencie, gdzie można było w pełni oddać się modlitwie i zrobić rachunek sumienia. Szczególny charakter adoracji nadała piękna muzyka i śpiewy prowadzone przez scholę, a życiowych rozważań podjęła się Szkoła Nowej Ewangelizacji – Zacheusz. W tym czasie każdy mógł skorzystać z sakramentu pokuty.

Punkt kulminacyjny

Najważniejszym punktem czuwania była Eucharystia. Mszy św. przewodniczył Ojciec Prowincjał Antonin Brząkalik, który również wygłosił homilię do uczestników. Mówił między innymi o tym, jak bardzo Bóg go zaskoczył, powołując go do Zakonu Braci Mniejszych. Wcześniej chciał być księdzem, a do tego w sercu trzymał chęć wyjechania na misję. Stwierdził – „Niech się dzieje wola Boża!”. Teraz jest prowincjałem. W ten sposób wcześniejsze rozmyślania, rachunek sumienia i spowiedź, zostały dopełnione Eucharystią.

Coś dla ciała

Godzina 1:45 – czas na bigos! Po Mszy św. uczestnicy udali się wraz z braćmi do refektarza, gdzie serwowane były dary stołu, oraz danie główne przygotowane w klasztorze – bigos. Refektarz był zapełniony po brzegi, po twarzach niektórych widać było, że bigos im bardzo smakował.

Świadectwa, uwielbienie

Najedzeni i pełni sił udaliśmy się z powrotem do bazyliki, gdzie wysłuchaliśmy świadectwa kolejnych osób, o tym jak ich Bóg zaskoczył i nadal zaskakuje, o ich wzlotach i upadkach, o chwilach kryzysu i zwątpienia. Później został wystawiony Najświętszy Sakrament i wszyscy razem uwielbialiśmy Pana modlitwą i śpiewem, klaszcząc i wznosząc ręce ku górze. Następnie każdy udał się na indywidualne błogosławieństwo przed Najświętszy Sakrament. Wtedy Bóg działał cuda…

Ku końcowi

Ostatni moment czuwania nastąpił nad ranem, przed godziną 4:30. Wtedy procesją ze świecami udaliśmy się na zewnątrz bazyliki do Groty Lurdzkiej, aby odmówić Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP. Ciemny las, lekki przymrozek, słońce już powoli chyliło się ku górze, ptaki ćwierkały nad głową, w tle grała gitara, a my nuciliśmy piosenkę:

Pod koniec o. Euzebiusz pobłogosławił nas wszystkich i życzył wszystkiego dobrego tegorocznym maturzystom. Głodomorzy udali się jeszcze do refektarza na wspólne śniadanie z braćmi, i tym sposobem nocne czuwanie w Panewnikach dobiegło końca.

Czy podczas tego czuwania dałem się zaskoczyć? Odpowiedź „TAK” nie będzie w stanie opisać tego jak Bóg mnie zaskoczył. Sam fakt, że trafiłem do Panewnik jest już zaskoczeniem. Bóg mnie zaskakiwał praktycznie podczas każdego punktu czuwania. Co ciekawe przed czuwaniem obawiałem się, że nie wytrzymam całej nocy i na pewno zasnę prędzej czy później gdzieś w ławce. Gdy jechałem na czuwanie, prosiłem Ducha Świętego, aby dał mi wytrwałość i czuwał nad moją sennością. Przez całe czuwanie, nie czułem żadnego zmęczenia, nawet oczy mi się nie kleiły. Na myśl przyszedł mi cytat z Księgi Psalmów: „Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca”. Rzeczywiście, Bóg zaskakuje na każdym kroku.

Na koniec historyjka, którą usłyszałem podczas czuwania i została mi w pamięci:

Na dnie pewnego potoku leżały dwa kamienie. Były bardzo piękne, a gdy słońce zatrzymywało na nich swe promienie, wyróżniały się spośród innych kamieni. Kamienie szczyciły się swą pięknością i szlachetnością, dlatego chciały być użyte do szczytnego celu, aby inni podziwiali ich piękno przez wszystkich na wieki. Pewnego dnia obudziły się umieszczone w szczelinach na ścianie. Nie widziały co znajduje się za nimi i obok. Czuły tylko, że są uwięzione. Były bardzo smutne i rozgniewane. Mówiły między sobą: „Dlaczego spotkał nas tak marny los, nie zasługujemy na niego”. Poprosiły wodę, aby podmywała ścianę, by mogły się uwolnić. Woda powiedziała, że nie wie, czy może to uczynić, lecz kamienie bardzo prosiły wodę, a ta spytała, czy na pewno tego chcą. Kamienie bez wahania odpowiedziały, że los który ich spotkał jest niewdzięczny i zasługują na lepsze wykorzystanie, są przecież szlachetne i piękne. Woda z ciężkim sercem zgodziła się. Gdy przychodziły deszcze, woda co jakiś czas podmywała ścianę, a kamieniom robiło się coraz luźniej. Pewnego dnia woda kolejny raz podmyła kamienie. Strumyk był na tyle silny, że kamienie w końcu wyleciały ze szczelin w trawę. W końcu były wolne i szczęśliwe, teraz tylko pozostało im czekać, aż ktoś je znajdzie i przeznaczy na bardziej szczytne i bogatsze cele. Ich radość nie trwała długo. Kiedy kamienie się obróciły, zobaczyły za sobą piękną, zdobioną złotem i drogocennymi kamieniami mozaikę Jezusa Chrystusa. Niestety Jezus Chrystus nie miał już oczu…

(źródło: www.stigg.blog.deon.pl )

 

   Listy nadesłane po Weekendzie powołaniowym dla chłopców (7-9 marca 2014 r.)

 

   Pax!

   Czego Bóg ode mnie oczekuje, ja powinienem żyć i co robić, aby Go nie zawiść ? – to pytanie chodziło mi po głowie od dawna. Wiedziałem o nadchodzącym weekendzie w Trzech Towarzyszach, w głowie rodziły się wątpliwości, ale decyzja podjęta – jedziemy! Na parę dni przed rozpoczęciem zaczęły pojawiać się wątpliwości…  Trudne i dość nieoczekiwane wydarzenia zaczęły ciągnąć w inną stronę. Trzymając się podjętej decyzji, pełen obaw dotarłem do 3T.          

   Będąc już na miejscu obawy i wątpliwości ustąpiły, zaczął się czas modlitwy, rozważań, nawiązania własnej relacji z Bogiem. Największym wsparciem była wspólnota jaką stworzyliśmy, wspólna modlitwa, rozmowy, posiłki, zarówno chwilę skupienia jak i śmiechu. Nie zabrakło również kawy, dużo kawy J. Każdy dzień był inny, był zaskoczeniem, czymś nowym odkrywaliśmy Boga wszyscy razem i każdy z osobna na swój sposób. Już pierwszego dnia wsłuchując się w słowa czytane podczas Drogi Krzyżowej mogłem przejść nią z Panem Jezusem i uświadomić sobie co tak naprawdę dla nas uczynił, jak często ja wybieram prostszą drogę nie wkładając najmniejszego wysiłku… .

   Kolejne dni były odkrywanie siebie na nowo, pracą nad sobą, szukaniem drogi ale tej Bożej, nie własnej, prostszej i po swojemu. Konferencje i rozmowy nie narzucały drogi życia , uświadamiały tylko która wybrać, która jest odpowiednia.  Podczas weekendu spędzonego z Franciszkanami mogłem przemyśleć wiele spraw, popracować nad sobą, podjąć pewne decyzję i zbliżyć się do Boga.

   Ciężko było wracać, uporządkowany dzień, od początku do końca wypełniony, z niesamowitymi ludźmi i najważniejsze z Panem Bogiem – aż chciało by się zostać . Tak naprawdę od następnego dnia zaczyna się czas prawdziwych rekolekcji, wprowadzenie zmian w życie i codzienność. 
              

   Jeśli nie wiesz jaką drogę wybrać odwiedź Trzech Towarzyszy – Oni pomogą wybrać !

 

   Pozdrawiam

   Michał

 

(sent: 11 marca 2014)

 

   "Panie, co chcesz abym czynił?" – takie było oficjalne hasło tych dni skupienia, a dla mnie takim nieoficjalnym były słowa, które Jezus Chrystus wypowiedział do św. Pawła: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc, bowiem w słabości się doskonali". Kiedy w pierwszym dniu rekolekcji, podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, myślami byłem daleko od Golgoty i Męki Pańskiej, zastanawiając się nad tym co ja tu właściwie robię i czy wystarczy mi sił żeby dotrwać do końca, do moich uszu dotarły właśnie wyżej cytowane słowa, które wypowiedział ojciec przy jednej ze stacji. Drugiego dnia wracając ze spaceru w okolicach klasztoru, natknąłem sie przy parafii na folder i kiedy przeczytałem treść: "Moc bowiem w słabości się doskonali" aż przystanąłem z wrażenia. No i kiedy wreszcie w ostatnim dniu usłyszałem to samo z ust brata Bazylego podczas konferencji wiedziałem już, że to nie może być przypadek i że te słowa staną sie takim moim hasłem rekolekcji. A co do samych dni skupienia to zapamiętam je jako czas spędzony na modlitwie, rozmowach, śpiewie, wspólnych posiłkach i… kawie 🙂 Poznałem nowych fajnych ludzi, zobaczyłem jak wygląda życie zakonne od środka, mogłem liczyć na szczerą rozmowę i na życzliwy uśmiech od każdego. Jeśli ktoś twierdzi, że w zakonie jest smutno albo poważnie to znaczy, że nie był jeszcze w Centrum Trzech Towarzyszy na rekolekcjach 😉

   Pokój i dobro!!!
 
   Krzysiek

(sent: 11 marca 2014)

 

   Szczęść Boże, przesyłam swoje refleksje:
 
   Dzięki udziałowi w weekendzie powołaniowym, mogłem zobaczyć jak wygląda życie we wspólnocie oraz dowiedzieć się, co nieco o franciszkańskim sposobie życia. Przeżyłem ten czas w miłej atmosferze i ciekawym towarzystwie.
 
   Pozdrawiam,
   Łukasz Jędrak

 

(sent: 10 marca 2014)

 

   Z dnia na dzień ciekawość zżerała mnie od środka, nie wiedziałem czego mogę się spodziewać po "Dniach rozeznania powołania", nie do końca byłem pewien czy to dobry wybór, jechałem po raz pierwszy.

   Ledwo co wróciłem i już mam ochotę wrócić do "Trzech Towarzyszy". Jeśli kogoś interesuje życie zakonne, franciszkańskie, lub jakiekolwiek inne, to na tego typu rekolekcjach otrzyma odpowiedzi na wszystko. Rekolekcje pomogły mi w badaniu mojego powołania i rozwianiu pewnych wątpliwości. Najbardziej co rzuciło mi się w oczy, a zarazem najbardziej uwiodło to WSPÓLNOTA, czułem się jak w jednej wielkiej rodzinie. Wspólne rozmowy, śmiechy, śpiewy. Do tego dużo modlitwy, wyciszenia i skupienia, co pozwala słyszeć własne myśli i odejść od codziennego szumu i hałasu. Wszystko oparte codzienną Mszą św. i rozważaniem Pisma Św. Co jest ważne, nikt z góry nie narzuca kierunku powołania, tylko proponuje jedną z dróg, co pozwala na lepsze odkrycie wewnętrznego głosu, czy to do małżeństwa, czy kapłaństwa. Każdy ma wolną rękę.

   Bracia franciszkanie dają wspaniałe świadectwo wiary i życzę im obfitych łask Bożych. Niech to piękne dzieło, które tworzą trwa jak najdłużej, tego potrzeba ludziom młodym, zarówno tym zagubionym, jak i bardziej ułożonym. Każdy od nich wyniesie sporo dobra i zaczerpnie porady życiowej.

    Z czystym sercem mogę powiedzieć, że rekolekcje zostaną w pamięci na długo, były naprawdę wyjątkowe. Wszystkim wahającym się radzę odwiedzić "Trzej Towarzyszy", jest to wręcz wskazane. Ja nie żałuję, cieszę się, że miałem okazję w ten sposób wzmocnić wiarę i rozeznać powołanie. To był dobry czas.

Pozdrawiam! Pokój i Dobro!

Marcin Karolak.

 

(sent: 10 marca 2014)

 

   List nadesłany po rekolekcjach zimowych dla młodzieży w Kobylinie (10-14 lutego 2014 r.)

   Bardzo było mi potrzeba czegoś takiego. Takich niesamowitych przeżyć. Teraz gdy to piszę, czuję pewien niedosyt; jakby czegoś mi brakowało. Rekolekcje były wspaniałe pod każdym względem. Stworzyliśmy naprawdę zgraną ekipę wraz z o. Idzim, który nam towarzyszył i nas prowadził. Konferencje były cudowne i takie bardzo życiowe, wszystkie modlitwy, medytacje nad Pismem Świętym, czy wspólne posiłki i złote myśli ojca Idziego wprost nie do opisania, a cały program dnia był świetnie ułożony. Z całego serca chciałabym podziękować wszystkim razem i każdemu z osobna: za każdą (choćby najkrótszą) rozmowę, waszą otwartość i świadectwo życia, a także dobrze wykorzystany czas i przede wszystkim za waszą Obecność. Mam nadzieję na kolejne takie spotkanie.

   jagodzianka 😉

 

(sent: 15 lutego 2014)

Zostaw komentarz